Inwazyjne bezkręgowce w Polsce – nie tylko szopy i żółwie czerwonolice. Żyjemy w czasach, w których podróże stały się czymś normalnym i stosunkowo łatwo dostępnym. Dla człowieka wielokulturowość i traktowanie Ziemi, jako globalnej wioski jest niejednokrotnie zjawiskiem przyczyniającym się do poprawy jakości życia. Niestety
W Polsce występują dwa gatunki rdestowca oraz jeden ich mieszaniec: rdestowiec ostrokończysty (Reynoutria japonica), rdestowiec sachaliński (Reynoutria sachalinensis (F. Schmidt) Nakai), rdestowiec czeski (Reynoutria x bohemica Chrtek & Chrtkova). Opis ogólny. Bylina wysokości do 3 m o zgrubiałych kłączach.
Krzyżował się również z generatywnymi odroślami z podkładki! W USA grusza drobnoowocowa dzięki dużej odporności na suszę uważany za jeden z najgroźniejszych gatunków inwazyjnych. Zakazuje się jej sadzenia. W Polsce sadzi się jej coraz więcej. gatunki inwazyjne zapewniają przyszłość dla pszczół. Nie do końca tak jest.
Inwazyjne gatunki obce. Inwazyjne gatunki obce (IGO) to rośliny, zwierzęta, patogeny i inne organizmy, które nie są rodzime dla ekosystemów i mogą powodować szkody w środowisku lub gospodarce, lub też negatywnie oddziaływać na zdrowie człowieka. W szczególności IGO oddziałują negatywnie na różnorodność biologiczną, w tym na
Ogłoszenia terrarystyczne. Mini hurt (pulchripes, purpurea),samice, samce 25 listopada 2023. Samce i hurt incea 25 listopada 2023. Gekony gargulcowe para z terrarium 90x45x90 Repti Planet 25 listopada 2023. Samice, samce, małe hurty (chromatopelma, diversipes)- 100 purpurea 25 listopada 2023. Dorosłe samice Pamphobeteus 25 listopada 2023.
Ślinik luzytański na uprawie ziemniaka. Ślinik luzytański – gatunek lądowego, nagiego ślimaka płucodysznego z rodziny ślinikowatych (Arionidae), o niejasnej pozycji taksonomicznej, opisywanego w literaturze europejskiej jako Arion lusitanicus [1]. Przez wielu taksonomów uznawany jest za A. vulgaris.
KP1epy. Fot. Fotolia Odławianie żółwi i raków ze zbiorników wodnych w centrach miast oraz testowanie innowacyjnych metod zwalczania zagrażających rodzimej przyrodzie roślin, rdestowców – to niektóre działania podjęte w ostatnich miesiącach w ramach projektu GDOŚ dotyczącego inwazyjnych gatunków prowadzone jest przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska we współpracy z ośrodkami naukowymi i specjalistycznymi firmami. Wiosną tego roku weszło w fazę pilotażowych działań prowadzonych w kilkudziesięciu miejscach w Polsce. Teraz naukowcy będą analizować skuteczność wykorzystanych w projekcie metod, by upowszechnić te najlepiej sprawdzające się w polskich warunkach. Jak przypomina rzecznik GDOŚ Piotr Otrębski, inwazje biologiczne obcych gatunków uznawane są obecnie za jedno z największych zagrożeń dla światowej przyrody. To jeden z najmniej przewidywalnych i jednocześnie najbardziej dynamicznych procesów przyrodniczych będących skutkiem rozwoju cywilizacji. Prowadzony przez Dyrekcję od 2017 roku projekt służy szczegółowemu zdiagnozowaniu problemu i wdrożeniu działań zaradczych. W minionych latach przyrodnicy przeprowadzili analizę inwazyjności gatunków obcych, wskazali te najbardziej zagrażające rodzimej przyrodzie oraz rozpoznali drogi ich przenoszenia. Dla wybranych gatunków przygotowano katalog i specyfikację możliwych do stosowania w Polsce metod ich zwalczania. W tym roku rozpoczęto testowanie poszczególnych metod. "We wszystkich wytypowanych w ramach programu miejscach działania zostały już zakończone. Prowadzono je w sezonie wegetacyjnym na kilkudziesięciu stanowiskach w całym kraju - zarówno w centrach miast, jak i na terenach objętych różnymi formami ochrony przyrody" – poinformował PAP rzecznik Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Prace prowadzono łącznie w 96 lokalizacjach na terenie większości województw. W części przypadków, w celu łatwiejszego porównania metod testowanych na różnych stanowiskach, miejsca te znajdowały się w sąsiedztwie, tworząc tzw. grupy lokalizacji. W ramach projektu odławiano żółwie ze zbiorników wodnych w Poznaniu i Wrocławiu, a także raki ze zbiorników w Warszawie. Usuwano również wybrane inwazyjne gatunki z miejsc objętych ochroną, jak warszawski rezerwat przyrody Skarpa Ursynowska czy Wielkopolski Park Narodowy. W rezerwacie Las Dąbrowa w Gliwicach testowano trzy różne metody zwalczania jednych z najbardziej inwazyjnych roślin - rdestowców. "Wśród sprawdzanych tu rozwiązań były również metody innowacyjne, po raz pierwszy wdrażane i testowane w Polsce: metoda siatkowania i metoda długotrwałego okrywania ze ściółkowaniem" – powiedział Piotr Otrębski. Prowadzone w ramach przedsięwzięcia prace podzielono na sześć grup, obejmujących po kilka wybranych, inwazyjnych gatunków obcych. Wśród zwierząt były to inwazyjne gatunki raków (rak pręgowany, sygnałowy, luizjański i marmurkowy) oraz żółwi (żółw jaszczurowaty, malowany, ostrogrzbiety i ozdobny), zaś wśród roślin: rośliny wodne (kabomba karolińska i moczarka delikatna), barszcze kaukaskie (barszcz Mantegazziego i barszcz Sosnowskiego), rdestowce (rdestowiec japoński, sachaliński i czeski) oraz wybrane inne gatunki: niecierpek pomarańczowy i gruczołowaty, kolczurka klapowana i tawuła kutnerowata. W pierwszych etapach prac naukowcy i praktycy przygotowali możliwe do zastosowania w Polsce metody zwalczania poszczególnych gatunków oraz wskazali lokalizację i stworzyli harmonogram działania. W tym roku przeprowadzono pilotaż, a w przyszłym powstaną raporty końcowe z realizacji przedsięwzięcia. "Plan zakłada przeprowadzenie oceny i porównania efektywności poszczególnych metod. Co ważne, we wszystkich przypadkach w tej ocenie uwzględniony będzie ewentualny niekorzystny wpływ stosowania danej metody na gatunki niedocelowe i siedliska przyrodnicze" – wyjaśnił rzecznik GDOŚ, wskazując, iż przyrodnicy muszą mieć pewność, że zastosowane metody nie zaszkodzą innym niż inwazyjne gatunkom. "Efektem działań będą kompendia wiedzy dotyczące poszczególnych gatunków i rekomendowanych metod ich zwalczania, pozwalających ograniczyć występowanie i negatywne oddziaływanie inwazyjnych gatunków obcych. Kompendia te będą rodzajem wytycznych w tym zakresie" – podsumował Piotr Otrębski. Współfinansowany z unijnych środków, wart łącznie ok. 20 mln zł projekt pod nazwą "Opracowanie zasad kontroli i zwalczania inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem pilotażowych działań i edukacją społeczną" realizuje wiele podmiotów. Uczestniczą w nim naukowcy z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk oraz badacze z konsorcjum, w skład którego wchodzą Uniwersytet Śląski w Katowicach, Akademia Pomorska w Słupsku czy Instytut Technologiczno-Przyrodniczy. Udział w pracach biorą eksperci zajmujący się poszczególnymi gatunkami i problematyką inwazji biologicznych w różnych ośrodkach w Polsce, a także specjalistyczne firmy. Unijne dofinansowanie do projektu wyniosło 17 mln zł, zaś samo opracowanie metod zwalczania wybranych inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem działań pilotażowych w terenie i opracowaniem kompendiów to koszt ok. 11,7 mln zł.(PAP) autor: Marek Błoński mab/ mk/
Spotykając się po raz pierwszy z nazywaniem zwierząt gatunkami inwazyjnymi nietrudno o wątpliwości i pojawiające się często pytania: czym te zwierzęta właściwie zawiniły, czym sobie zasłużyły na to by właśnie tak je określać? To bardzo dobre podejście, które pokazuje, że człowiek ceni sobie zwierzęta i je szanuje, a także, że nie jest jego celem, by żywemu stworzeniu działa się krzywda. Stosowanie metaforyki militarnej wobec inwazyjnych gatunków obcych zwierząt nie tylko w mediach, ale także artykułach przyrodniczych, jak również oficjalnych komunikatach przedstawicieli podmiotów odpowiedzialnych za zarządzanie tymi gatunkami, stawia te stworzenia w roli tych złych, agresorów czy najeźdźców, z którymi, aby wygrać konieczna jest często trudna walka. Gdzie raki zimują, a nie powinnyNajwiększym szkodnikiem jest człowiekTymczasem określenia te nie tylko wspomagają dezinformację działając na szkodę zwierząt, ale przede wszystkim są dalekie od rzeczywistości, bo inwazyjne gatunki obce nie są stroną w żadnej wojnie. Jestem przekonany, że już na tym etapie tekstu wielu czytelników jest zdania, że największym szkodnikiem na Ziemi jest człowiek i należy przyznać im tu racje. Dlatego tym bardziej zamiast dodatkowo szkodzić, warto stosować pojęcie inwazyjnego gatunku obcego zgodnie z jego przeznaczeniemi rozumieć co się pod nim kryje. Rak luizjański Rafał MaciaszekGatunki obce i inwazyjneZgodnie z oficjalnie przyjętą definicją opublikowaną w Konwencji o różnorodności biologicznej i wdrożoną do porządku prawnego przez Rozporządzenie nr 1143/2014 i Ustawę o gatunkach obcych, gatunek obcy to każdy żywy osobnik, lub jego zdolna do przeżycia i rozmnażania część, gatunku wprowadzonego, czyli przeniesionego świadomie lub przypadkowo przez człowieka, poza obszar swojego naturalnego zasięgu. Nie dotyczy to jednak gatunków, które naturalnie, czyli bez udziału człowieka, powiększają ten zasięg w wyniku wyłącznie zmian klimatycznych, jak np. szakal złocisty, który jest gatunkiem rodzimym dla Polski. Przykładem gatunku obcego może być tu chociażby złota rybka, czyli karaś złocisty - naturalnie występujący w Azji Wschodniej i wykorzystywany w roli zwierzęcia domowego, ozdobnego, które często jest bezmyślnie „wypuszczana na wolność”, czyli właściwie porzucany, do polskich wód przez nieodpowiedzialnych opiekunów, którzy się znudzili swoim podopiecznym. Niestety,w przypadku zwierząt innych niż koty czy psy, trudno liczyć na właściwą reakcję społeczeństwa na porzucone ryby czy żółwie akwariowe. Te najczęściej są zamieniane przez ich obserwatorów w lokalne atrakcje i jest większa szansa, że ktoś inny w następstwie takiej obserwacji wyrzuci jeszcze swoje zwierzęta, niż faktycznie poprosi o pomoc lub sam podejmie się odłowienia i zapewniania należnej im opieki. Ktoś powie, że przecież taka rybka czy żółw będą miały więcej miejsca do pływania niż w ciasnym akwarium. No cóż. Te zwierzęta nigdy nie powinny trafić do nieodpowiednich warunków, więc twierdzenie, że lepiej mają w miejscu, gdzie je porzucono, jedynie napędza skalę porzuceń, ponieważ opiekunowie są przekonani, że to co robią jest dobre, zapominając jedynie tak naprawdę dla kogo. To mniej więcej tak jakby ktoś porzucił w lesie psa, a kolejni nieodpowiedzialni opiekunowie zaczęli wyrzucać tam także swoje, bo w końcu tam mają gdzie się wybiegać. To w końcu nie to samo co życie w małym mieszkaniu czy nawet większym kojcu. Za swoją działalność człowiek winien brać odpowiedzialność. Decydując się na wzięcie zwierzęcia zobowiązujemy się do zapewnienia mu właściwej opieki, która nigdy nie powinna kończyć się jego uwolnionym do obcego im świata zwierzętom nie pozostaje nic innego niż spróbować odnaleźć się w nim najlepiej jak tylko to możliwe. Często wiąże się to z negatywnym wpływem na nowe otoczenie i jego prawowitych mieszkańców, a właściwie zagraża, jak stwierdzono np. w badaniach naukowych, różnorodności biologicznej i powiązanym usługom ekosystemowym lub oddziałuje na nie w niepożądany sposób. To właśnie stąd bierze się inwazyjność tych gatunków. Trzeba tu jednak zaznaczać, że dotyczy ona wyłącznie gatunków obcych. Znając już definicje nietrudno przyznać, że inwazyjne gatunki obce (IGO) to nic innego jak efekt nieprzemyślanej i szkodliwej działalności człowieka. Dlatego też zachęcam do stosowania pełnej nazwy, wskazując, że są to gatunki obce, a zatem to, że są też inwazyjne nie jest w rzeczywistości ich winą, a człowieka. One są w końcu sobą, a to gdzie się znalazły nie jest ich wyborem. Poza tym samo pojęcie gatunku inwazyjnego po prostu nie istnieje, a jeśli jest używane to powinno być wyłącznie zamiennikiem dla inwazyjnego gatunku obcego. Tym samym to właśnie człowiek powinien wziąć za tą sytuację odpowiedzialność i absolutnie nie zrzucać jej na przyrodę, bo czym z kolei ona tu zawiniła?Gdyby natura sama rozwiązywałaby problem inwazyjnych gatunków obcych to tego problemu by nie było. Tymczasem inwazyjne gatunki obce stanowią drugie, po bezpośrednim niszczeniu siedlisk przez człowieka, największe zagrożenie dla świata przyrody, różnorodności biologicznej. Warto tu zauważyć, że stanowią większe zagrożenie niż często tu sugerowane inne zanieczyszczenia środowiska. Uważa się, że po 1500 roku, człowiek za pośrednictwem inwazyjnych gatunków obcych spowodował wyginięcie ponad 60% gatunków już obecnie wymarłych. Były jedyną przyczyną, która po 1500 roku spowodowała wyginięcie 47% wymarłych ssaków, 27% wymarłych ptaków, 25% wymarłych gadów i 17% wymarłych roślin. Jak widać natura sobie nie radzi i człowiek musi pomóc posprzątać bałagan, który spowodował, a nie udawać, że wszystko jest w porządku. Tu też warto zaznaczyć, że różnorodność biologiczna nie polega na tym by zamiast przykładowego rodzimego raka szlachetnego w polskich wodach występowało kilka innych raków, ponieważ te obce gatunki nigdy nie będą pasowały do rodzimej przyrody, która jest dostosowana do gatunków rodzimych. Nie chodzi tu nawet o to, że nie byłyby alternatywą, zamiennikiem dla ich rodzimego odpowiednika, ale poprzez inną biologię czy tempo rozmnażania ich obecność doprowadza do eliminacji szeregu innych gatunków, głównie uwielbianych przez raki płazów. Bardzo dobrze zobrazuje to fakt, że rozmnażający się wielokrotnie szybciej, lądowo-wodny inwazyjny rak marmurkowy wypłasza lisy z ich nor w lasach Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, gdzie został bezmyślnie wprowadzony w ostatnich latach i stwarza poważne zagrożenie dla rodzimej przyrody masowo kolonizując nie tylko wody. Bioróżnorodność wiąże się z zachowaniem unikalnych dla danego regionu przedstawicieli fauny i flory. Rak marmurkowy Rafał MaciaszekPrzepisy prawne dotyczące inwazyjnych gatunków obcychZe względu na zagrożenie wynikające z obecności inwazyjnych gatunków obcych na całym świecie podejmuje się działania mające na celu zapobieganie ich rozprzestrzenianiu. W tym celu wprowadza się różnego rodzaju standardy i ograniczenia. Do jednych z najbardziej znanych należą zakazy mające ograniczyć rozprzestrzenianie wybranych gatunków na rynku zoologicznym. W Unii Europejskiej przepisy te uwzględnia wspomniane wcześniej Rozporządzenie nr 1143/2014, a wdrażane są w Polsce za pośrednictwem Ustawy o gatunkach obcych, która weszła w życie z dniem 18 grudnia 2021 roku. Powyższe podstawy prawne, bardzo potrzebne rodzimej przyrodzie, mają usprawnić zarządzanie inwazyjnymi gatunkami obcymi, kontrolować te już obecne w środowisku przyrodniczym, jak również zapobiegać przedostawaniu się do niego kolejnych. Po wielu latach, takie gatunki jak żółw ozdobny, znany głównie ze swoich podgatunków tj. żółwia czerwonolicego, żółwia żółtolicego i żółwia żółtobrzuchego, w końcu zostaje dostrzeżony w środowisku przyrodniczym. Choć w większości przypadków żółw ten nigdy w Polsce nie spotkał na swojej drodze rodzimego żółwia błotnego, tak jego masowe porzucenia w wodach krajowych doprowadziły niekiedy do całkowitej eliminacji wielu płazów i ryb, które zasiedlały konkretne zbiorniki, do których ten inwazyjny gatunek obcy trafił. Gatunek ten jest też wektorem wielu patogenów, uwzględniając w tym salmonellę i chlamydię. Na same żółwie też czyha mnóstwo zagrożeń – większość odłowionych w ubiegłym roku żółwi akwariowych miało różnorodne infekcje oczu, karapaksu i skóry. Niektóre, po kontakcie z wędkarzem, który nie potrafił odpowiednio wyjąć haczyka, zostały bez oka. Należało im się? Zdaniem niejednej osoby, która z przyjemnością obserwowała je niemalże codziennie w miejscu porzucenia, wszystko było z nimi w porządku – jednak zmieniły one zdanie, gdy była szansa na przyjrzenie się im z bliska pod okiem eksperta. Te zwierzęta nigdy nie powinny zostawać w obcym sobie środowisku. Rolą samorządów lokalnych jest odławianie zwierząt domowych pozostawionych bez opieki. Niestety, jak można zauważyć miało i wciąż ma to zastosowanie głównie dla psów i kotów. A co, gdy ktoś zechce pomóc i takiego żółwia odłowi? Wszystko zależy od IGO stwarzających zagrożenie dla Unii i PolskiW przepisach dotyczących inwazyjnych gatunków obcych znajdują się dwa wykazy z wybranymi gatunkami uznanymi za inwazyjne gatunki obce (IGO) stwarzające zagrożenie dla Unii (np. nutria, szop pracz, burunduk, gęsiówka egipska, żółw ozdobny, bass słoneczny, sumik koralowy, rak luizjański, rak marmurkowy) oraz IGO stwarzające zagrożenie dla Polski (np. bizon, jeleń sika, bernikla kanadyjska, żółw jaszczurowaty, żółw malowany, żółw ostrogrzbiety). Są to gatunki objęte zakazami w przetrzymywaniu, przemieszczaniu, wprowadzaniu do obrotu, wymianie, wykorzystywaniu, chowie i hodowli. Oznacza to, że na ich przetrzymywanie potrzebne jest stosowne zezwolenie, które nie jest wymagane w przypadku gatunków nieumieszczonych w tych wykazach. Jeśli więc odłowimy przykładowego żółwia czerwonolicego z oczka wodnego w lokalnym parku miejskim mamy do wyboru przekazanie go osobie posiadającej stosowne zezwolenie lub do azylu dla zwierząt wyspecjalizowanego w tym gatunku. Niestety, ze względu na to, że przepisy są dość nowe aktualnie nie ma żadnego azylu, który mógłby przyjąć konkretnie żółwie. Alternatywnym rozwiązaniem pozostaje niestety uśpienie zwierzęcia, ponieważ pod żadnym pozorem nie wolno go wypuszczać ponownie do środowiska. Dlatego też, jeśli tylko to możliwe, przed dokonaniem odłowu powinno się już wstępnie zapewnić miejsce dla tego zwierzęcia, w którym zostanie otoczone właściwą opiekę. Jeśli mamy możliwość możemy również wystąpić sami z wnioskiem o uzyskanie takiego zezwolenia w ramach tzw. działań zaradczych lub też poprzez utworzenie azylu dla zwierząt, który może zapewnić miejsce nawet dla kilku zwierząt. Dlatego też bardzo dobrym rozwiązaniem są tu lokalne inicjatywy zmierzające do utworzenia azyli dla zwierząt akwariowych, czy nawet samych żółwi, w okolicy każdej większej miejscowości, ale nie jest to reguła. Może to być po prostu odpowiednio zabezpieczone przed ucieczką i uniemożliwiające rozmnażanie się żółwi oczko wodne. Dlaczego to ważne?Żółw ozdobny (czerwonolicy) Rafał MaciaszekZezwolenia na IGO i azyle dla zwierzątZgodnie z obowiązującymi przepisami samorządy lokalne będą miały obowiązek odłowu wybranych IGO, a przy braku dostępności azyli dla zwierząt, jedyną dla nich opcją będzie ich uśpienie. Jak będzie to wyglądało dokładnie doprecyzuje rozporządzenie krajowe do ustawy o gatunkach obcych, którego należy spodziewać się w najbliższym czasie. Tworzenie azyli dla zwierząt jest tu zatem jak najbardziej uzasadnione, szczególnie w kontekście porzuconych zwierząt domowych i zapobiegania bezdomności wciąż często niezauważalnych zwierząt akwariowych. Ważne jest jednak to by nie budować ich za wszelką cenę. Prowadząc je nie należy przyczyniać się do wspomagania dezinformacji na temat IGO, np. poprzez zakłamywanie wizerunku poprzez pokazywanie niektórych nieudomowionych IGO w roli zwierząt domowych, co może mieć miejsce w przypadku choćby szopa pracza, jenota i nutrii. Nie może to być podważanie licznych badań naukowych na temat tych gatunków na zasadzie jedynie własnych przemyśleń. Najprościej mówiąc, biorąc odpowiedzialność za inwazyjne gatunki obce nie powinno się powielać błędów, przez które gatunki te trafiły do środowiska. To prawda, wiele z tych gatunków to świetne zwierzęta, ale prowadząc działalność edukacyjną musimy mieć na uwadze także to skąd wynika ich obecność w środowisku i zapobiegać kolejnym uwolnieniom. Zwierzęta nie są zabawkami, a niestety większość osób je tak postrzega, co obrazuje sama liczba porzuceń żółwi akwariowych. Prowadząc azyl opiekun bierze na siebie sporą odpowiedzialność i powinien zadbać o narrację nienapędzającą skali zjawiska, któremu mają przeciwdziałać zwierzęta domowe należące do IGO nie muszą nigdy stanąć przed wyborem między azylem, a uśpieniem. Jeśli posiadasz takie zwierzę możesz wysłać wniosek o uzyskanie zezwolenia na odstępstwa od zakazów wobec niego. Jako odpowiedzialny opiekun powinieneś traktować to jako obowiązek, ponieważ dzięki temu zadbasz o przyszłość swojego podopiecznego, gwarantując chociażby to, że w przypadku, kiedy nie byłaby możliwa dalsza opieka nad nim z Twojej strony, tak bez problemu będzie można go z papierami przekazać innej osobie posiadającej zezwolenie. Jeśli nie posiadasz żadnego zezwolenia na gatunek wymieniony w którymś z wykazów to koniecznie wyślij go do 18 czerwca 2022, natomiast jeśli posiadasz zezwolenie wystawione na podstawie dawnego art. 120 ustawy o ochronie przyrody, masz nieco więcej czasu, przy czym nowe zezwolenie powinieneś uzyskać najpóźniej 19 grudnia 2022. W przypadku IGO stwarzających zagrożenie dla Unii wniosek należy kierować do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, podczas gdy wniosek o zezwolenie na IGO stwarzające zagrożenie dla Polski przekazuje się do regionalnej dyrekcji ochrony środowiska, właściwej ze względu na miejsce zamieszkania (np. w województwie lubuskim będzie to Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gorzowie Wielkopolskim). Instrukcje wypełniania wniosku znajdziesz na a jeśli potrzebne byłoby dodatkowe wsparcie merytoryczne, zapraszam do kontaktu na lub Wysłanie wniosku dotyczącego zwierząt domowych IGO jest całkowicie bezpłatne. W przypadku starania się o azyl dla zwierząt jest to już 76 zł, a wniosek kierujemy do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. W każdym przypadku przygotowanie wniosku wymaga około 60-120 koniec zachęcam do zgłaszania obserwacji inwazyjnych gatunków obcych stwarzających zagrożenie dla Unii i Polski w środowisku przyrodniczym. Zgodnie z przepisami ustawy o gatunkach obcych, należy je przesyłać do lokalnych samorządów tj. wójta, burmistrza, prezydenta. Zgłoszenia zawierają oprócz podstawowych danych obserwatora, takie informacje jak data i miejsce obserwacji, a także fotografie i nazwę zaobserwowanego gatunku. Zgłoszenia te są szczególnie ważne w przypadku tak groźnych gatunków jak rak luizjański czy rak marmurkowy, które w perspektywie nawet kilku lat mogą zniszczyć całe ekosystemy. Dlatego też nie należy tu góry dziękuję wszystkim odpowiedzialnym opiekunom, którzy wywiążą się ze swojego obowiązku i zarejestrują swoje zwierzęta domowe należące do inwazyjnych gatunków obcych. Jako ich opiekunowie jesteśmy im to ofertyMateriały promocyjne partnera
Według Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) gatunki obce i inwazyjne stanowią jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla bioróżnorodności w skali lokalnej i globalnej. Flagowym przykładem jest wiele gatunków żółwi (np. czerwonolicy), które przez lata masowo rozmnażano i rozpowszechniano w wielu krajach na świecie, w tym w Polsce. Proceder ten trwa do dzisiaj i choć odbywa się w mniejszym stopniu, to jego skutki przybierają na sile. Dzieje się tak dlatego, że żółwie porzucane przez znudzonych właścicieli funkcjonują w środowisku przez wiele lat, a niekiedy z sukcesem rozmnażają się, tworząc stabilne populacje. Obce gatunki żółwi stanowią poważne zagrożenie dla lokalnej fauny jako drapieżniki innych zwierząt, np. płazów, źródło patogenów, a także konkurując o zasoby z rodzimym i zagrożonym wyginięciem żółwiem związku z planowaną nowelizacją krajowych przepisów dotyczących gatunków obcych Towarzystwo Herpetologiczne NATRIX, we współpracy z Fundacją Epicrates i Grupą Traszka rozpoczęło projekt dotyczący rozpoznania rozmieszczenia obcych gatunków żółwi w Polsce. Wiedza na temat występowania tych zwierząt jest niezbędna, aby przeciwdziałać negatywnym skutkom ich obecności w środowisku. Precyzyjne dane o rozmieszczeniu obcych gatunków żółwi w Polsce pozwolą zaplanować program ich odłowu i umieszczania w azylach, a także typować obszary, na których ryzyko ich pojawienia się jest obserwacje dotyczące żółwia błotnego pomogą zapobiegać przekształcaniu jego siedlisk i będą wzmacniać ochronę jego do współpracy i nadsyłania swoich obserwacji!Jeśli ankieta poniżej nie wyświetla się, prosimy o kliknięcie w bezpośredni link:
Żółw czerwonolicy A. Kepel. PTOP "Salamandra".Chomiki, szczurki, rybki i żółwie podrzucane są w poznańskiej Palmiarni. Okazuje się, że inwencja znudzonych właścicieli zwierząt idzie dalej - są one wypuszczane wolno do jezior i lasów. Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra", które siedzibę ma w Poznaniu, prowadzi spis miejsc, gdzie występują obce gatunki, bo zagrażają one naszym niebezpieczny jest jeden z gatunków żółwia ozdobnego. Czerwonolicy jest poszukiwany, bo zagraża rodzimemu żółwiowi błotnemu, który jest zagrożony wyginięciem i podlega Konkuruje z nim o pokarm i miejsca wypoczynku, może też przenosić choroby, na które nasze gady nie są odporne- uściśla dr Andrzej Kepel, prezes "Salamandry". - Poza tym może polować na bezkręgowce, ryby, płazy, a nawet pustoszyć gniazda nadwodnych Poznaniu poszukiwane żółwie są np. w Rusałce i praktycznie w każdym z jezior i większych stawów. Można je też spotkać w okolicach Piły, Krotoszyna, Konina i powiecie poznańskim. Do Polski sprowadzono w latach 90. setki tysięcy żółwi czerwonolicych, a ostatnio także wiele wodnych żółwi z innych inwazyjnych gatunków. Są długowieczne i nudzą się właścicielom, dlatego trafiają do rzek, jezior i innych zbiorników wodnych. Były propozycje stworzenia azylów, gdzie można by oddać zwierzę. Nie było jednak dokładnych danych o skali problemu. - Monitoring potwierdził, że takie azyle są potrzebne - przyznaje Andrzej za taki azyl uważają Palmiarnię i ogrodu zoologiczne. - Jakby ktoś pytał czy przyjmujemy żółwie, to musimy odpowiedzieć, że nie. Oczywiście tych zwierząt, które się nam podrzuca nie zabijamy, ale jest to dla nas kłopot - przyznaje Marek Krzyżaniak, zastępca dyrektora stronie internetowej towarzystwa można zgłaszać występujące wolno obce gatunki. Członkowie towarzystwa i kół naukowych weryfikują je. Jeśli nikt przed nami nie zgłosił danego miejsca, to otrzymamy w nagrodę np. kubek ŻÓŁW CZERWONOLICY!Żółw czerwonolicy nie jest jedynym niebezpiecznym dla polskiej przyrody gatunkiem. Poważnym problem są szopy pracze. Jak są małe, to wyglądają jak szczeniaki. Gdy dorastają, są o wiele większe i potrafią wszędzie wejść, wszystko otworzyć i zniszczyć - wtedy są eksmitowane. A szopy doskonale pływają i wspinają się. Nasze ptaki nie potrafią się bronić przed tak wszechstronnym drapieżnikiem. Obce gatunki inwazyjne nie tylko stanowią zagrożenie przyrodnicze, ale i powodują ogromne straty ekonomiczne. Komisja Europejska szacuje, że w ostatnich 20 latach sięgają one średnio ok. 12 miliardów euro rocznie i dotyczą różnych gałęzi szkodnikiem, który może spowodować prawdziwy kataklizm jest np. amerykańska wiewiórka szara. Wykańcza europejskie wiewiórki rude, bo przenosi choroby, które zabijają tylko jej kuzynów. Poza tym sieje spustoszenie w lasach, bo zabija drzewa obgryzając korę wokół pnia u podstawy ich koron. Na szczęście nie ma jej jeszcze wolno żyjącej w Polsce, ale wystarczy, że jedna para ucieknie z hodowli, żeby zapoczątkować całą populację. Tak się stało we Włoszech i Wielkiej Brytanii, gdzie straty są olbrzymie.
KM | Utworzono: 2021-06-09 16:37 A|A|A Między lipcem a październikiem herpetolodzy będą odławiać ozdobne żółwie z wrocławskiej Fosy Miejskiej. Jest to część projektu Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w odpowiedzi na zagrożenie, jakie ten inwazyjny gatunek niesie dla przyrody i człowieka. W ramach działań, za zgodą Zarządu Zieleni Miejskiej we Wrocławiu, w Fosie Miejskiej umieszczone zostaną pułapki plażowiskowe, w które chwytane będą żółwie, głównie czerwonolice. Pułapki będą regularnie kontrolowane przez członków Towarzystwa Herpetologicznego NATRIX, którzy w ubiegłych latach prowadzili monitoring żółwi w fosie. Jak tłumaczyła Aleksandra Kolanek, prezes Towarzystwa Herpetologicznego NATRIX w przesłanej PAP informacji, żółwie te są zagrożeniem zarówno dla rodzimej przyrody, jak i dla człowieka. Inwazyjne żółwie są nie tylko bardzo żarłoczne i trzebią populacje płazów, bezkręgowców czy ryb, ale także są źródłem licznych patogenów, zagrażających ptakom gniazdującym na ziemi - wyjaśniła. „Poza terenami miejskimi wypierają też rzadkiego i zagrożonego żółwia błotnego - jedyny naturalnie występujący polski gatunek. Wraz ze zmianami klimatu rośnie zagrożenie, że obce żółwie zaczną się w polskich warunkach rozmnażać. Udanego lęgu jeszcze nie udało nam się potwierdzić, ale takie próby już były podejmowane” – zauważyła Kolanek. Zwróciła uwagę, że żółwie trafiają do środowiska w wyniku niewiedzy właścicieli. „Kupowane jako urocze żółwiki wielkości pięciozłotówki, szybko rosną i sprawiają coraz więcej problemów hodowlanych. Wówczas są +uwalniane+ do środowiska naturalnego, co jest niezgodne z prawem, a w dodatku nie jest dobre ani dla przyrody, ani też dla samych żółwi. W trosce o ich dobro, po odłowieniu zostaną umieszczone w uprzednio przygotowanych dla nich miejscach” – wyjaśniła. Jak zapewniła, żaden żółw nie zginie w wyniku realizacji projektu. „Trafią one do azylu, gdzie dożyją bezpiecznie reszty swoich dni, a nasza przyroda też będzie bezpieczniejsza” – dodała. TH NATRIX zaapelowało jednocześnie o zgłaszanie zaobserwowanych żółwi przez specjalny formularz: Nie trzeba przy tym znać się na gatunkach żółwi – jeżeli załączymy do formularza zdjęcie, żółwia zidentyfikują specjaliści z Fundacji w ten sposób baza w przyszłości ma przydać się organom ochrony przyrody w Polsce oraz władzom samorządowym. Projekt, koordynowany przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w kilku lokalizacjach w Polsce, ma zakończyć się eksperckim opracowaniem wytycznych dla gmin, które w przyszłości będą zobowiązane do humanitarnego usuwania gatunków inwazyjnych ze środowiska naturalnego.
żółwie inwazyjne w polsce