Na szczęście, jeśli zależy Ci na dobru słoni, to nadal jest możliwe, aby przejść jazda na słoniu w Tajlandii – po prostu trzeba być wymagający. Dzikie słonie w Tajlandii są obecnie gatunkiem zagrożonym wyginięciem, a te trzymane w niewoli dla rozrywki turystów są często okrutnie maltretowane. Jazda na słoniu jest dla niego bolesna. Inny problem, z którego totalnie nie zdawałam sobie sprawy, to fakt, że dźwiganie człowieka jest dla słonia za ciężkie! Kręgosłup słonia jest tak zbudowany, że niesienie na grzbiecie siedziska z człowiekiem niesamowicie go obciąża. Nie pozostaje to też bez wpływu na ich stopy i stawy Tajlandia oferuje tysiące atrakcji, których próżno szukać w innym miejscu – spływ kanoe, przejażdżka na słoniu, wizyta w Świątyni Tygrysów czy kąpiel pod wodospadem. Jeśli planujecie spędzić tu wakacje, przygotujcie się na to, że kawałek waszego serca już na zawsze pozostanie w tym egzotycznym zakątku świata. Mapa Tajlandii. Miałyśmy to na uwadze, zastanowiając sie, jak wydostać sie z tej zakichanej przystani o zmroku. Zatrzymałyśmy się w The One Hostel. Nie polecam. Na zdjeciach ładny, w środku ładny, ale nigdzie jakoś nie pisze (a może pisze, ale ja nie doczytałam), że na 12 osób w dormi przypada JEDNA łazienka (czyli ubikacja, prysznic i umywalka). Podróż na Bali - porady; Perełki Isaanu - Tajlandia; Tajskie plaże "Nasza" Tajlandia; W tajskiej szkole; Opowieści indyjskie; Wywiady z podróżnikami; My w Tajlandia Południowa i Zatoka Andamańska: zarezerwuj bilety na najpopularniejsze Zwiedzanie ogrodów i parków. Gwarantujemy najniższą cenę i zwrot pieniędzy. Sprawdź opinie innych podróżujących. grnkRpO. Planujecie w najbliższym czasie podróż do Tajlandii? To świetnie, Kraina Uśmiechu ma naprawdę wiele do zaoferowania odwiedzającym ją rokrocznie turystom. Zanim jednak dacie namówić się któremuś z miejscowych naciągaczy na wizytę w pseudo „sanktuarium” i przejażdżkę na słoniu (tak popularną „atrakcję”, szczególnie w okolicach Chiang Mai), koniecznie musicie zapoznać się z naszą poniższą listą dziesięciu powodów, dla których absolutnie nie powinniście tego robić (dla dobra tych zwierząt, jak i dla czystego sumienia). 1. Słonie nie są przystosowane do dźwigania dużych ciężarów2. Aby stały się posłuszne, małym słoniom „łamie się duszę”3. Poganiacze słoni używają ostrych narzędzi do ich karcenia4. Wiele słoni do „sanktuariów” trafia nielegalnie5. Słonie często trzymane są w tragicznych warunkach6. Słonie w obozach zmuszane są do „pracy” ponad swoje siły7. Słonie to zwierzęta społeczne, a w obozach trzymane są w izolatkach8. Słonie są przekarmiane przez odwiedzających je turystów9. Stare i schorowane słonie są pozostawiane na pastwę losu10. Przejażdżka na słoniu nie jest warta swojej cenyZapisz pina! 1. Słonie nie są przystosowane do dźwigania dużych ciężarów Wbrew powszechnym opiniom, słonie nie są przystosowane, aby przez cały dzień wozić na sobie turystów! Takie działania mogą doprowadzić nawet do trwałego urazu kręgosłupa, a także wielu innych zdrowotnych komplikacji. Niestety, zamiast gładkich, okrągłych dysków, kręgosłup słoni ma ostre, kościste wypukłości, które są bardzo wrażliwe na jakikolwiek ciężar. Ponadto, aby mogły wozić ludzi, słoniom przymocowuje się do pleców niewygodne (często metalowe) siedziska (tzw. „howdah”), które podczas przejażdżki ocierają się o skórę zwierzęcia i powodują niebezpieczne (prowadzące do zakażeń) pęcherze i obtarcia. Typical elephant ride, Thailand 2. Aby stały się posłuszne, małym słoniom „łamie się duszę” O tym, jak wygląda brutalny rytuał oswajania słoni (tzw. phajaan), od dawien dawna stosowany w Tajlandii, pisaliśmy już w osobnym poście. Jest to zdecydowanie jeden z głównych powodów, dla którego nie powinniście jeździć na słoniach. Małe słoniątka oddzielane są siłą od matek, zamykane w ciasnych klatkach, a następnie bestialsko torturowane, do czasu aż staną się posłuszne. Oczywiście nie twierdzimy, że w każdym obozie dla słoni są one w ten sposób udomowiane (ostatnimi czasy widać drobną poprawę, a listę godnych uwagi, etycznych sanktuariów dla słoni znajdziecie tutaj). Nie mniej jednak wciąż istnieją miejsca w Tajlandii, w którym ten rytuał się praktykuje. Z tego też względu, dla dobra słoni najlepiej w ogóle odpuścić sobie tego typu „atrakcje”. Typical elephant camp, Thailand 3. Poganiacze słoni używają ostrych narzędzi do ich karcenia Kolejny ważny aspekt, który skutecznie powinien zniechęcić Was do przejażdżki na słoniu, a którego sami byliśmy świadkami podczas naszej podróży do Chiang Mai. Otóż w jednym z pseudo-obozów, na naszych oczach przywołano „do porządku” pewne biedne słoniątko. I może wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że do tego celu użyto ostrego, metalowego haka. Niestety, takie praktyki wciąż mają miejsce, i naprawdę trudno przewidzieć, czy i „naszego” słonia, na którym zamierzamy jeździć, w ten sposób nie potraktują. Bardzo często bowiem metodą tą karci się słonie (i przywiązywane do nich nieraz słoniątka) podczas przejażdżki z turystami, aby utrzymywały one nadane przez poganiacza ((tzw. mahout’a) tempo. Co więcej, nie rzadko oprócz metalowych haków stosuje się bardziej „wyrafinowane” narzędzia, takie jak np. rażenie prądem. Typical elephant camp, Thailand 4. Wiele słoni do „sanktuariów” trafia nielegalnie Następny ważny powód, o którym nie sposób nie wspomnieć. Okrutny proceder, który z pewnością w sporej mierze przyczynia się do wyginięcia azjatyckich słoni i wpisania ich na listę gatunków zagrożonych. Czy wiecie, że wiele słoni wykorzystywanych w przemyśle turystycznym w Tajlandii do obozów trafiło zupełnie nielegalnie? Najczęściej przywozi się je z sąsiedniej Birmy lub innego kraju, gdzie żyły sobie w spokoju na wolności. Smutne to, ale jak się okazuje niestety bardzo prawdziwe. Typical elephant camp, Thailand 5. Słonie często trzymane są w tragicznych warunkach Niestety, wiele obozów dla słoni (tudzież pseudo-sanktuariów), przetrzymuje je w tragicznych warunkach. Po całodziennych przejażdżkach z setkami turystów na grzbiecie, przykuwane są łańcuchami i zwyczajnie zamykane w klatkach. O przestrzeni niezbędnej dla ich ruchu nie ma więc mowy. Ponadto wciąż zdarza się, iż są odwodnione i/lub nie otrzymują odpowiedniej ilości jedzenia, a to, którym są karmione jest złej jakości. Typical elephant ride, Thailand 6. Słonie w obozach zmuszane są do „pracy” ponad swoje siły Punkt mocno związany z poprzednim. Często słonie w obozach nie tylko trzymane są w strasznych warunkach, ale także zmuszane do całodziennej, wyczerpującej pracy, która jest ponad ich siły. Chociaż może wydać się to nieprawdopodobne, wciąż słyszy się o miejscach, w których zwierzęta te „pracują” nawet po 14 godzin dziennie, przez 7 dni w tygodniu! Jak łatwo można się domyśleć, tak wytężona praca źle odbija się na ich zdrowiu, a długotrwałe wędrówki z turystami na grzbiecie, prowadzą do licznych infekcji i urazów kończyn. Niestety, fatalne warunki życia i praca „ponad normę”, są częstą przyczyną przedwczesnej śmierci tych zwierząt. Typical elephant ride, Thailand 7. Słonie to zwierzęta społeczne, a w obozach trzymane są w izolatkach Innym nie mniej ważnym powodem, dla którego nie powinniście jeździć na słoniach jest fakt, iż niczym ludzie, są one niezwykle towarzyskie i do prawidłowego funkcjonowania potrzebują kontaktu z innym osobnikiem. Niestety, w niektórych obozach przez większość dnia nie mają one nawet styczności z innymi słoniami, a po „pracy” trzymane są w izolatkach, co źle odbija się na ich zdrowiu psychicznym. Ponadto, warto pamiętać, że słonie mają swoje uczucia i tak samo jak my odczuwają ból i cierpienie! Typical elephant camp, Thailand 8. Słonie są przekarmiane przez odwiedzających je turystów Kolejny ważny aspekt, którego również byliśmy świadkami. Otóż każdy turysta, który przez przypadek (lub nie) trafi do pseudo-obozu, będzie miał możliwość „nagrodzenia” swojego słonia w postaci nakarmienia go trzciną cukrową lub bananem (za którą oczywiście trzeba dodatkowo zapłacić). I może nie byłoby to takim wielkim problemem, gdyby nie fakt, że taki słoń dziennie dostanie takich niezdrowych przysmaków o wiele więcej, niż tego potrzebuje (czytaj od wszystkich, którzy na nim jadą). Niestety, dieta słoni to bardzo ważny czynnik wpływający na ich zdrowie, a tego typu wysokocukrowe smakołyki, podawane w zbyt dużych ilościach, działają tylko na niekorzyść zwierzęcia. Typical elephant camp, Thailand 9. Stare i schorowane słonie są pozostawiane na pastwę losu Niestety, często słyszy się o tego typu procederze. Słonie, które są już tak stare lub schorowane, że nie nadają się do pracy i zarabiania pieniędzy, porzucane są na pastwę losu, najczęściej do dżungli, gdzie nie mają absolutnie żadnej szansy na przetrwanie, gdyż od małego przyzwyczajone są do życia w obozie i karmienia przez ludzi. To tylko pokazuje, jak wielką krzywdę tym zwierzętom wyrządza bolesny rytuał „oswajania”. Typical elephant camp, Thailand 10. Przejażdżka na słoniu nie jest warta swojej ceny Ostatnim, nie tak istotnym jak wszystkie pozostałe, ale wciąż jednym z argumentów, dla których nie warto jeździć na słoniach jest fakt, iż jest to najzwyczajniej w świecie stosunkowo droga „atrakcja”. Za przejażdżkę na słoniu w pakiecie z robieniem zdjęć i dokarmianiem (o zgrozo!) w Tajlandii musimy bowiem zapłacić nawet 1500 bahtów za osobę! Jeśli porównać to na przykład z kosztami pysznego, ulicznego jedzenia (które dostaniecie nawet za kilka złotych), czy też jakiegoś podstawowego noclegu, to wypada to naprawdę bardzo niekorzystnie. A uwierzcie nam, również i przyjemność z tego niewielka (żeby nie powiedzieć żadna). Elephant ride, Thailand PS. Oczywiście argumentów za tym, aby nie jeździć na słoniach moglibyśmy przytoczyć jeszcze więcej. Powyżej zebraliśmy tylko te naszym zdaniem najistotniejsze. Mamy nadzieję, że powyższe powody skutecznie zniechęciły Was do jazdy na słoniach w Azji. Jeśli tak, udostępnijcie artykuł dalej, aby inni nie popełnili tego błędu! Zapisz pina! Related posts Po raz pierwszy w życiu jeździłem na słoniu. Jechałem na nim kilka sto metrów, a potem kolejny i zakradł się z nim do rzeki. To było prawdopodobnie jedno z najbardziej pamiętnych doświadczeń z całej podróży w pai. Spacerując po ulicach Chiang Mai, zobaczyłem reklamę plakat zapraszający na ekscytującą jednodniową lub dwudniową wycieczkę do słonie, z kąpielami w rzece. Zdjęcia na plakacie były dość atrakcyjne, wydawało mi się, że ludzie i słonie tak wesoły i zabawny, że chciałem też doświadczyć to doświadczenie jest zabawne ze słoniami. Tylko ten był wart najbardziej radość jakoś całkowicie nieszczęśliwa. Treść artykułu 1 Jazda na słoniu 2 Przydatne informacje 3 Na mapie Jazda na słoniu Najtańsza oferta, jaką widziałem w Chiang Mai za 1 dzień – to 2500 bahtów na osobę (pod warunkiem, że dwie osoby jeżdżą na słoniu) lub 3500 / osobę (jeśli słoń jest do twojej dyspozycji). I chociaż w program zawiera wiele innych rzeczy, ale takich pieniędzy jeszcze nie ma warto. Dlatego już odrzuciłem ten pomysł. Drogie, ale wciąż on śmierdzi prawdopodobnie … I oto jestem w Pai, w pierwszym kąciku turystycznym, który widzę Prawie taka sama przyjemność w zupełnie innych cenach! I może nie zaoferowano Ci zapasowego stroju kąpielowego, takiego jak w chiang Maj, a sama przyjemność nie trwała cały dzień, ale tylko godzinę lub Dwa, postanowiłem spróbować. Ale nie zamówiłem wycieczki natychmiast w tym mini-biurze podróży, postanowił jeździć więcej, patrz. Po wypożyczeniu roweru pojechałem do przedmieście Paya (południe), a po pewnym czasie zaczęła się droga natknij się na różne obozy słoni (obóz słoni). Wybrałem najtańszy katalnyu, dobry, różnica nadal nie jest zrozumiał. Byłem zaskoczony, że tutaj są dwie takie usługi, każda naprzeciwko przyjaciel, w ciągu godziny kosztuje 600 bahtów / osobę (jeśli są dwa na słoniu) i jeden kolejny – 300 bahtów / osobę (w tych samych warunkach). I w pierwszym miejsce zdecydowanie potrzebowało znaleźć partnera, aw drugim były gotowy do noszenia i ja sam, po prostu droższy. Przybywszy tam następnego ranka, znalazłem się w pobliżu. słoń na smyczy. Znudziła się suchymi liśćmi i grzechotała łańcuchem. I wydaje się, że to nic specjalnego, ale wydawało się, że też ma coś w tym rodzaju zmęczony I nieświadomie pojawiło się pytanie, czy naprawdę chciała idź tą rzeką, a jeśli naprawdę to wszystko zrobi. Trochę zaczynając cierpieć wyrzuty sumienia, wspiąłem się jest ciepły, duży i, nawiasem mówiąc, całkowicie nie śmierdzący zwierzę i ruszaj w drogę. Pierwsze wrażenia – słonie są tak grube szorstka skóra i głowa – tak owłosione i kłujące! I tak od niego po prostu odpuść, jeśli jesteś zbyt chętny do robienia zdjęcia. Z przodu był kolorowy kierowca z dużym hakiem na patyku szturchnął nogi i wbił się w uszy słonia i ciągle publikował niektóre dziwne dźwięki. Zasadniczo nawet tutaj koty nie są nazywane „kitty, kitty”, ale „meow meow”, a nawet cokół. Słoń szedł powoli, czasem nawet zatrzymując się. Większość sposób, w jaki poruszaliśmy się po asfalcie, co nie jest zbyt interesujące że kierowca później dał mi miejsce na szyi naszego dużego transport. Więc jedź na słoniu z siodłem Więc jedź na słoniu z siodłem Więc jedź na słoniu z siodłem Siedzisko siodłowe z jakiegoś powodu jest zamontowane z tyłu Ten niesamowity hak Kiedy zbliżamy się do rzeki, myślimy o słonie nie są tak nieszkodliwymi zwierzętami, a jeśli jest to coś całkowicie poważnie nie podoba się, nie będzie szczególnie stać na ceremonii. I uczucie że słoń nie odczuwał szczególnie silnej chęci nigdzie i plusk w wodzie, a okrzyki i rozdarcia kierowcy nasiliły się Często myślałem już i czy jest to dla mnie konieczne. Prawdopodobnie, jeśli odprężę się i naiwnie w to uwierzę słoń też lubi pływać, podlewaj mnie ze szczytu mojego pnia woda, ostry spadek lub wyrzucenie mnie do rzeki więcej zabawy. Ale widziałem, że wszystkie te działania mają miejsce po natarczywe zespoły włóczęgi, wbijające się w jego zwierzęcy hak. A po 10 minutach takiego upadku powiedziałem kierowcy, że ja Podobało mi się wszystko, ale już wystarczająco. Mój entuzjazm do pływania Ochłódź się całkowicie, gdy zobaczę sekundę później słonia, zanim bezpiecznie kąpie się w wodzie i tam porzuci przyzwoita garść. Słoń Jazda w Tajlandii Ale ci sąsiedzi też wkrótce stali się zupełnie mokrzy. Czasami słoń idzie całkowicie pod wodę Całkiem poleciał z tyłu naszego usznego jeźdźca Miękkie przyłożenie Chcę wierzyć, że obaj uczestnicy pływania są zadowoleni Jazda na słoniu i pływanie się powiodło, czas wracać do domu Przynosząc słonia w boksie, nakarmiłem ją laską i poszedłem zmyć wodę rzeczną specjalnymi betonowymi czcionkami. W prawo ubrania, na które się wspinasz, i wypłucz. Wrażenia z kąpieli okazały się mieszane. Z jednej strony Nowe doświadczenie, ponieważ nie codziennie kupujesz ze słoniem. Z drugiej strony imprezy, specyficzna eksploatacja zwierząt, przemoc. Ogólnie rzecz biorąc Teraz patrzę na te wszystkie pokatushki zupełnie inaczej. Tutaj tak słoń bez odpoczynku i jedzenia setki turystów i umierają. Nie jestem pewien, co to jest warto. Lepiej szukać farm słoni, gdzie jest z nimi dobrze Obróć się, dobrze, i takie też. Przydatne informacje – Jedna godzina jazdy i pływania w rzece w różnych obozach dla słoni może kosztować od 300 do 1200 na osobę (jeśli jedziesz słoniem dwa); – Jeśli podróż jest tania, będziesz pływać w swoim ubrania, więc lepiej wziąć zapasowy strój. Ceny za narciarstwo w jednym z biur podróży Ceny jazdy na słoniach są już w innym biurze podróży Na mapie Wszystkie informacje o Pai są zbierane tutaj Pai – pensjonaty sprawdź, jak dostać się do hotelu można zarezerwować na RoomGuru. Life hacking 1 – jak kupić dobre ubezpieczenie Wybór ubezpieczenia jest teraz nierealistycznie trudny, aby pomóc wszystkim podróżni, wystawiam ocenę. Aby to zrobić, stale monitoruj fora, studiuję umowy ubezpieczeniowe i sam korzystam z ubezpieczenia. Ocena ubezpieczenia Life hacking 2 – jak znaleźć hotel o 20% tańszy Najpierw wybierz hotel w rezerwacji. Mają dobrą bazę oferty, ale ceny NIE są najlepsze! Ten sam hotel jest często możliwy znaleźć 20% tańsze w innych systemach za pośrednictwem usługi RoomGuru. Hotele z rabatem Tajlandia z dzieckiem: Gdzie zobaczyć słonie w Tajlandii? Czy wolno jeździć na słoniach? Sanktuaria i rezerwaty słoni. Dziś będzie trochę o słoniach. Przed wyjazdem do Tajlandii postanowiłam zajrzeć do książek Neli, bo przypomniało mi się, że wiele razy opisywała ten kraj. W jednej z nich „10 niesamowitych przygód Neli” znalazłam reportaż o tym, jak Nela jeździ na słoniu. Sporo jest tam fajnych informacji o słoniach, autorka wspomina też o szacunku do tych zwierząt i „oswajaniu” by na nich jeździć i używać jako środka transportu. Są też zdjęcia, gdzie Nela jeździ na słoniu, a obok na grubym łańcuchu podąża za słonicą małe słoniątko. I chociaż ten łańcuch powinien już zapalić u mnie czerwoną lampkę, nie zapalił. Muszę się przyznać, że ciągle jeszcze wtedy myślałam, że jest „złe” i „dobre” jeżdżenie na słoniu. Że jeśli na naszych oczach nie krzywdzi się fizycznie słoni w trakcie jazdy i traktuje „łagodnie”, to słoniom nie dzieje się krzywda. Na szczęście do naszych podróży przygotowujemy się razem z mężem, a to oznacza, że jest zawsze druga osoba, która zapoznaje się z sytuacją. Ja bym pewnie po lekturze książek Neli szukała miejsca, w którym moglibyśmy pojeździć na słoniach bez kaca moralnego. Mój mąż natomiast o słoniach zrobił porządny reseach. Czy wolno jeździć na słoniach? A więc kochani, przejażdżka na słoniu zawsze oznacza krzywdę dla tych zwierząt. Po prostu, NA SŁONIACH SIĘ NIE JEŹDZI. Proces przystosowania słoni do wożenia ludzi opiera się na wczesnym odebraniu zwierząt od matki i łamaniu ducha / wolnej woli słonia przez torturowanie, odmawianie pokarmu, ból fizyczny, łańcuchy, przypalanie, nadrywanie uszu. Słonie, które wożą ludzi przeszły taki proces, by dać się teraz sterować swoim „opiekunom”. Bo słoń to nie siła napędowa ani rodzaj zwierzęcia domowego. Słoń to dzikie zwierzę i błędem jest porównywanie go do koni. Bardzo cenię Nelę jako dziecięcą podróżniczkę i reporterkę, wierzę też, że reportaż o jeździe na słoniach w jej książce powstał z niewiedzy, a nie z braku troski o zwierzęta. Fajnie by jednak było, by autorka w jakiś sposób się do tego reportażu ustosunkowała (a jeśli to już wcześniej zrobiła bardzo bym prosiła o namiary pod tym postem), gdyż ciągle zbyt mało ludzi wie, czym tak naprawdę jest jazda na słoniu. Gdzie zobaczyć słonie w Tajlandii? Jeśli w Tajlandii chcecie zobaczyć słonie z bliska i ich nie krzywdzić, wybierzcie miejsca, które nazywają się elephant sanctuary, czyli sanktuaria, gdzie znajdują się uratowane słonie. Każde z tych zwierząt ma swoją dość smutną historię, ale również nadzieję na przyszłość bez przemocy. Tu słoni się do niczego nie zmusza, jeśli chcą Wam z rąk zjeść banany, podchodzą, jeśli nie, nikt ich do tego nie nakłania. Podobnie z kąpielą, słonie kapią się same, by ich wolność nie była ograniczana. Nie ma tu łańcuchów. O ile w sanktuariach raczej nie oferuje się jazdy na słoniach, to w niektórych turyści są zachęcani do wybrania opcji z kąpielą słoni. Muszę się Wam przyznać, że po tym, jak poczytaliśmy o słoniach, kąpiel na pokaz z turystami również nie wydawała nam się fair w stosunku do tych zwierząt. Postanowiliśmy podziwiać je, a nie traktować jako obiekty rozrywki. Dlatego przy wyborze sanktuarium upewniliśmy się, jak tak naprawdę dane sanktuarium funkcjonuje. My odwiedzilibyśmy sanktuarium Samui Elephant Sanctuary: Na stronie sanktuarium znajdziecie wiele rzetelnych informacji i dowiecie się, dlaczego nie powinno się nie tylko jeździć na słoniach, ale i ich kąpać (chodzi tu o kąpiel jako turystyczną atrakcję). Co mnie zachwyciło podczas wizyty w sanktuarium, to szanowanie odczuć i nastrojów słoni. Jeśli słoń nie chciał podejść do odwiedzających i jeść, nikt takiego słonia nie zmuszał. Na pierwszym miejscu zawsze stały słonie, a nie turyści, również wśród odwiedzających nie zdarzyło mi się zauważyć aroganckich ludzi, którzy oczekiwaliby pokazu cyrkowego od tych wspaniałych zwierząt. Każdy zachowywał się jakby był u słoni w gościach, a nie jak pan i władca całego stworzenia. Właśnie dlatego polecamy Wam to miejsce. Jak wygląda wycieczka do słoni w sanktuarium słoni Samui Elephant Sanctuary? Datę wycieczki opłaca się zamówić przed wyjazdem, jeśli macie mniej więcej zaplanowaną trasę i wiecie, w jakich dniach będziecie w danym miejscu. W sanktuarium na Koh Samui oferowane są dwie wycieczki dziennie. Myśmy ze względu na upały, a byliśmy w marcu i to, że odwiedzaliśmy słonie z naszą pięcioletnią Zosią i niespełna dwuletnią Tamarą, wybraliśmy wycieczkę poranną. W ramach wycieczki zagwarantowany jest przejazd (przyjeżdżają po Was i odwożą do hotelu). Po przyjeździe do Samui Elephant Sanctuary macie czas na wypicie kawy i przegryzienie czegoś słodkiego (wszystko w cenie) przed wycieczką. Słonie są w tym czasie za barierką, a Wy możecie je poobserwować. Następnie przechodzicie do miejsca, w którym możecie karmić słonie przez barierkę. Przed karmieniem jesteście poinstruowani, jak zrobić to bezpiecznie dla Was i dla słoni. Jedzenie dla słoni oferuje w ramach ceny wycieczki sanktuarium. Po karmieniu dostajecie torbę z jedzeniem dla słoni oraz wodę dla Was i jesteście podzieleni na małe grupy. Każda grupa dostaje też przewodnika. Ośrodek oferuje nieodpłatne środki przeciw komarom oraz środki dezynfekcji. Musicie też oczywiście przed karmieniem słoni umyć ręce, by nie narażać słoni. W trakcie wycieczki Wasz przewodnik pokazuje Wam poszczególne słonie, które mieszkają w sanktuarium i opowiada ich historie. Potem podchodzicie do danego słonia (przy każdym słoniu jest jego opiekun) i możecie go karmić. Jeśli słoń nie ma ochoty akurat na towarzystwo, nikt go nie zmusza. Na koniec wycieczki obserwujecie kąpiel słoni. Po wycieczce, czeka na Was przepyszny obiad. Ile kosztuje wycieczka do słoni w sanktuarium słoni Samui Elephant Sanctuary? Nie oszukujmy się, wycieczka do słoni nie należy do najtańszych. Dorośli płacą 3000 Baht (ok 360 zł) a dzieci w wieku 11-5: 1500 Baht. Pamiętajcie jednak, że nie płacicie jedynie za wycieczkę, ale za wyżywienie dla słoni poza sezonem turystycznym, gdy „ruch” w sanktuariach jest właściwie zerowy. Poza tym maltretowanych słoni nie wyrzuca się na ulicę, więc jeśli ośrodek chce takiemu słoniowi pomóc musi go za horrendalne sumy od oprawców odkupić. Dochodzą do tego też koszty utrzymania ogromnych połaci terenu, na którym przebywają uratowane słonie. Traktujcie więc tę sumę jako Wasz wkład w pomaganie słoniom, a nie opłatę za wycieczkę. Jak pomóc słoniom w czasach pandemii Covid-19? Pandemia Covid-19 spowodowała, że liczba turystów zagranicznych w Tajlandii spadła niemal do 0. Brak turystów oznacza brak dochodu w sanktuariach dla słoni, a co za tym idzie brak pieniędzy nie tylko dla osób tam pracujących, ale i na jedzenie dla słoni. Jak więc możemy pomóc słoniom? Bardzo prosto. Samui Elephant Sanctuary utworzyło stronę, na której możecie kupić różnie pakiety jedzenia dla słoni i zapłacić przez PayPal: Pamiętajcie, to czy sanktuaria będą ciągle funkcjonować po pandemii, zależy od tego czy tę pandemię przetrwają. Zachęcam więc Was do pomagania. Co jeszcze mogę zrobić? Odwiedzając sanktuaria słoni pamiętaj, że osoby tam pracujące to nie dorobkiewicze, a pasjonaci, którzy pracują tu z pasji, a nie z chęci „dorobienia się”. Jednak i oni mają rodziny i muszą się utrzymać. Skoro jesteś w Tajlandii, znaczy, że sam nie przymierasz w kraju głodem. Doceń pracę Twojego przewodnika, daj mu napiwek. Czy warto zabierać dzieci do sanktuarium słoni? Tak. Była to jedna z piękniejszych rzeczy, które spotkały nas w Tajlandii. Słonie są niesamowicie delikatne, jeśli chodzi o kontakt z dziećmi, a ich opiekunowie zawsze dbają, by ten kontakt był bezpieczny. Dziewczynki mogły same karmić słonie i nawet pogłaskać je po trąbie. Nawet już same przebywanie w pobliżu tych majestatycznych zwierząt to niesamowite przeżycie, którego nie da się zapomnieć. Bardzo ważne jest mówienie dzieciom o tym, jak zwierzęta należy traktować i co można zrobić by tym zwierzętom pomóc. Oczywiście słonie są również i w zoo, ale tych dwóch miejsc nie da się z wielu oczywistych powodów porównywać. Po wizycie w sanktuarium słoni na Koh Samui w Tajlandii, Zosia powiedziała, że chce w przyszłości ratować słonie, a młodsza pociecha do dziś pokazuje, jak się karmi słonie bananami. Podaj dalej Im więcej turystów i podróżników będzie świadomych sytuacji słoni, tym mniej będzie miejsc, które oferują przejażdżkę na słoniu. Pamiętajcie w krajach utrzymujących się z pieniędzy turystów, inwestuje się w to z czego korzystają turyści i co przekłada się na zysk. Jeśli turyści przestaliby na słoniach jeździć, nie byłoby miejsc, które takie przejażdżki oferują. Wierzę, że większość ludzi, która się decyduje na przejażdżkę na słoniu nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę płacą za to słonie, dlatego nie przechodź obok tego postu obojętnie: „Podaj dalej”! Informuj innych! Chcecie przeczytać więcej o Tajlandii? Na ten temat pisało też National Geographic Polska Podziel się: Jazda na słoniu. Jedna z najpopularniejszych „atrakcji” turystycznych w Tajlandii, Kambodży czy Indonezji. Dlaczego nie warto z niej korzystać i dlaczego warto o tym mówić – tego wszystkiego dowiesz się z poniższego wpisu. Urocza pamiątka z Azji… Egzotyczna Tajlandia – uroczy mały słoń prowadzony przez opiekuna na łańcuchu chętnie pozujący do zdjęcia z ludźmi. Nieopodal w pięknym koszu na grzbiecie słonia jadą uśmiechnięci turyści, szczęśliwi robią sobie zdjęcia – toż to jazda na słoniu to istna frajda! W tym samym czasie opiekunowie słoni tak usłużnych turystom popędzają je wbijając metalowy hak w ich głowę czy uszy… Dlaczego? Dlatego aby był posłuszny i robił to co do niego należy. Czy go to boli? Oczywiście! Przecież słoń wcale nie jest taki “gruboskórny” jak niektórzy sądzą. Jazda na słoniu. Kambodża. Okazuje się, że jazda na słoniu, to nie taka fantastyczna atrakcja jak ją malują w przewodnikach (między innymi Berlitz). Na kolorowych broszurach lokalnych biur podróży w Tajlandii, Kambodży czy na Sri Lance. Na forach internetowych gdzie podróżnicy polecają sobie “wspaniałe atrakcje z których trzeba skorzystać” i wciąż niektórych blogach podróżniczych (o zgrozo!). Ciche cierpienie słoni i wykorzystywanie ich przez ludzi Słonie nie są stworzone do usługiwania ludziom. Do pracy przy wycince lasów i transportowania drewna. Nie są stworzone do noszenia jakiegokolwiek ciężaru na swoich plecach. Przede wszystkim budowa ich kręgosłupa na to nie pozwala. Wożenie ciężaru na plecach bardzo obciąża kręgosłup słonia, a tym samym prowadzi do zwyrodnień stawów i powolnego kalectwa. Wykonując takie czynności cierpią. Tajlandia – Koh LantaTajlandia – słonie na Koh Lancie Niestety nie przeszkadza to ludziom z brakiem jakiejkolwiek empatii i chęci wzbogacenia się. Ludzie wykorzystują te zwierzęta do celów turystycznych przede wszystkim po to aby zarobić. Aczkolwiek wykorzystywano zwierzęta od zawsze, więc dlaczego miałoby to być złe? Metalowy hak – symbol „władzy” człowieka Z pewnością już sam fakt, że słoń traktowany jest metalowym hakiem, jego głowa jest podziurawiona, a uszy poszarpane powinien nam dać do nie rodzi się przecież z umiejętnością wożenia ludzi na swoim grzbiecie. Nie umie od urodzenia malować obrazów trąbą, wykonywać sztuczek, chodzić idealnie po okręgu. Skąd więc nabywa te umiejętności? To proste i zarazem bardzo brutalne – z tortur i makabrycznej tresury. Pierwszy etap tresury – “łamanie ducha” czyli “phajaan” Małe słoniątka są odbierane matkom, a następnie zamykane w małych skrzyniach lub ciasnych klatkach. Tak małych, że nie mają tam możliwości ruchu. Przez kolejne kilka tygodniu, a nawet miesięcy są głodzone. Maluchy nie dostają wody, są bite, torturowane, szarpane, przypalane. Oprawcy celują hakiem w ich najczulsze punkty na ciele – uszy, trąbę, głowę. Wbijają gwoździe w ich stopy. Mały, bezbronny i cierpiący katusze słoń po takich torturach (zwanych przez oprawców “oswajaniem”) bardzo łatwo się poddaje. Jego opór maleje. Wreszcie po poddaniu się słoń nie stawia żadnego oporu. Jego dusza została złamana, a zwierzę jest zrezygnowane. I wtedy nagle słoń widzi światełko w tunelu, przychodzi jego “wybawienie”. Jak wygląda taka tresura zwana „oswajaniem” można zobaczyć na tym filmie. Ostrzegam że to nic przyjemnego a obraz pozostanie w Twojej głowie na długo. Drugi etap tresury – wybawiciel czyli “mahout” W tym podłym dla słonia czasie pojawia się zupełnie nowa osoba, która “ratuje” go z rąk oprawców. Słoniątko traktuje go jak wybawiciela i przyjaciela. Przede wszystkim zaczyna mu bezgranicznie ufać. Przecież to właśnie on go uratował! Czy może go spotkać coś gorszego? Wydaje się, że nie ale niestety ten etap właśnie się zaczyna. „Atrakcja turystyczna” Przede wszystkim „ocalony” słoń musi zacząć zarabiać na siebie i swojego wybawcę. Przecież właśnie po to został wyszkolony. Zaczyna więc pracę jako “atrakcja” turystyczna. Stoi przywiązany łańcuchem do metalowego słupka w pełnym słońcu. Bez wody, bez jedzenia i “pozuje” do zdjęć z turystami. Na jego grzbiecie “opiekun” (bardziej słuszne jest tu słowo oprawca) montuje drewniany lub metalowy kosz i poszukuje turystów, którzy chętni są na chętnych niestety nie brakuje. Mądry Polak po szkodzie… My niestety także skorzystaliśmy z takiej przejażdżki w 2013 roku i do dnia dzisiejszego plujemy sobie w brodę, że byliśmy tak bezmyślni 🙁 Podczas naszej pierwszej podróży do Azji skorzystaliśmy z tego typu “atrakcji” w Tajlandii w mieście Ayutthaya. Głupio nam do dziś. Wtedy nie wiedzieliśmy co się za tym kryje. Przecież wszyscy zachęcali, pisali jakie to super przeżycie i konieczne “must do” w Tajlandii. Nikt słowem nigdzie nie napomknął (a przynajmniej my nic takiego nie znaleźliśmy, że to jest złe). Dziś jesteśmy mądrzejsi i bogatsi o tą wiedzę, dlatego też ją szerzymy i uświadamiamy ludzi w tym temacie. Tym samym mamy nadzieję, że kolejne osoby wybierające się do Azji Południowo Wschodniej nie popełnią tego samego błędu. Jazda na słoniu. Tajlandia – AyutthayaJazda na słoniu. Ayutthaya Tajlandia – sanktuaria dla słoni, czy oby na pewno są etyczne? Alternatywą dla przejażdżki na słoniu jest wizyta w sanktuariach. Od kilku lat powstają ośrodki ratowania słoni. Inicjatywa jest oczywiście wspaniała, niestety i w takich przypadkach pieniądz potrafi przesłonić ludziom oczy. Słonie które trafiają do takich miejsc przeszły wiele. O wiele za dużo, a ich cierpienia nie sposób opisać słowami. Nie każdy ośrodek dla słoni jest w porządku, tak samo jak nie każdy jest zły. Są niestety miejsca gdzie pomimo wybawienia tych zwierząt i wykupienia ich z cyrków, parków rozrywki, farm, od lokalnych “opiekunów” wciąż oferowane są przejażdżki dla turystów. Jak to w ogóle brzmi? Przejażdżki na słoniu w ośrodku ratowania słoni – niedorzeczne!W dalszym ciągu w takich ośrodkach praktykowane są kąpiele ze słoniami. Niestety jest to zorganizowane tylko i wyłącznie ku uciesze turystów. W praktyce słonie nie lubią kąpieli z ludźmi. Nie mają ochoty aby ktokolwiek ich dotykał. Owszem lubią schłodzić się w rzece czy basenie, ale tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie lub zupełnie samotnie. W okolicy Chiang Mai są sanktuariagdzie słonie zmuszane są kilka razy dziennie do kąpieli z turystami. W razie nieposłuszeństwa i chęci wyjścia z wody są tam ponownie zaganiane. Taka sytuacja miała miejsce w styczniu 2019 roku w ośrodku sąsiadującym z Elephant Nature Park w Chiang Mai o czym opowiedziała mi moja znajoma odwiedzająca ośrodek. Tajlandia – historie słoni z Elephant Nature Park M – znajoma która zdecydowała się na odwiedzenie Elephant Nature Park wspomniała przez łzy o słoniach, które są podopiecznymi tego ośrodka. Ciężko mi było o tym słuchać, a co dopiero to zobaczyć. Wpalone oczy, problemy z chodzeniem, złamana psychika… Otóż w ośrodku żyje słonica która ma wypalone oczy 🙁 Nie chciała poddać się tresurze w cyrku, więc jej oprawcy najpierw za karę i brak posłuszeństwa wypalili jej jedno oko. Kiedy słonica wciąż nie chciała wykonywać sztuczek i chodzić posłusznie po okręgu wypalili jej drugie oko. Ciężko oprawców nazwać ludźmi, bo w moim odczuciu są to zwykłe bestie. Druga słonica powłóczyła nogami i ledwie mogła się poruszać. Powód? Była słonicą “do porodów”. Zapładniana co 4 lata i rodząca słoniątka na “zawołanie”. Jej stawy, miednica i wnętrzności nie wytrzymały tylu ciąż i porodów. Kolejny przypadek to słoń, który stojąc poruszał się na boki. Był w stanie ruszać trzema nogami, a jedna noga cały czas pozostawała bez ruchu. Jest to efektem życia na łańcuchu. Pomimo, że słoń jest już wolny i nikt go na łańcuchu nie trzyma to jego psychika jest totalnie złamana 🙁 Jest to tylko kilka przykładów słoni, które cierpiały katusze przez ludzi. Bo wyobraźcie sobie co dzieje się ze starymi słoniami, które są tak schorowane, że “nie nadają” się pracy przy wożeniu turystów 🙁 My koniec końców nie zdecydowaliśmy się na wizytę w sanktuarium. Zbyt wiele cierpienia zwierząt widzieliśmy na codzień w Tajlandii. Poprosiłam natomiast znajomą, która w marcu 2019 roku wybrała się z wizytą do Elephant Nature Park. Relacja Natalii z wizyty w Elephant Nature Park w Chiang Mai – Tajlandia Bardzo długo zastanawiałam się, czy odwiedzić sanktuarium słoni w Chiang Mai. Wydaje się to punktem obowiązkowym, dla wszystkich którzy odwiedzają Tajlandię. Jako że kocham zwierzęta i nie mogę patrzeć na ich cierpienie, postanowiłam zrobić dokładny research i po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii, zdecydowałam się na Elephant Nature Park. Bilety można kupić zarówno przez internet jak i w agencjach turystycznych (koszt ok 2500 bahtów). Naprawdę trzeba zwracać uwagę, żeby był to saddle-off program, niektóre miejsca nazywają się sanktuariami, a w praktyce wcale nimi nie są… Warto zaplanować to z wyprzedzeniem, ponieważ istnieje kilka rodzajów (i miejsc), i wiadomo, że te najciekawsze sprzedają się najszybciej. Mi udało się wziąć udział w projekcie ‘The Elephant Freedom project 1. Było to niesamowite doświadczenie, miałam okazję obserwować kilka słoni i słoniątek i uczestniczyć w ich normalnym dniu. Przebieg wizyty w sanktuarium Elephant Nature Park Projekt zaczyna się od przygotowywania jedzenia dla słoni- i tu muszę powiedzieć, że nie jestem fanką takich atrakcji. Trochę to wyglądało tak, jakby bogaci turyści przyjechali miksować jedzenie dla słoni (vitamin bowls). Taka atrakcja, polegająca na obieraniu bananów i ubijaniu ich w wielkich misach z innymi składnikami. Tajlandia – Elephant Nature Park Po karmieniu słoni, wybieracie się na przechadzkę w stronę rzeki i tam słonie mogą (ale nie muszą- to bardzo ważne, żeby nie były do niczego zmuszane) zażyć kąpieli. I znowu, wy możecie polewać je wodą i wtedy są Wam robione zdjęcia. Obserwowałam z czujnością jak traktowane są te majestatyczne zwierzęta i muszę powiedzieć, że naprawdę są tam wolne. Dwa małe słoniątka biegały sobie radośnie, gdzie tylko chciały. Jedno z nich tak się podekscytowało, że zepchnęło na płot jedną z uczestniczek projektu. Na szczęście, skończyło się tylko na kilku małych otarciach. Także, trzeba trochę uważać, szczególnie że małe słoniątka mają w głowie tylko zabawę 🙂 Nie zauważyłam nic niepokojącego, opiekunowie słoni traktowali je bardzo łagodnie i dawali im dużo swobody i wolności. Była nawet sytuacja, że dwa małe słoniątka urwisy weszły do części jadalnianej (tej dla ludzi) i zaczęły przesuwać krzesła/stoły. Nikt nie podniósł głosu, nikt nie uderzył słonia. Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne i polecam to zdjęcia z sanktuarium słoni są autorstwa Natalii. Bardzo dziękuję za udostępnienie 😉 Czarna lista „atrakcji” z wykorzystaniem słoni w Azji Na czarnej liście “atrakcji” z udziałem słoni w Azji Południowo Wschodniej znajduje się Singapurskie Zoo gdzie dwa razy w ciągu dnia odbywają się pokazy z udziałem tych zwierząt. Kolejnym popularnym miejscem jest Angkor Wat w Kambodży. Na szczęście od 2020 roku wejdzie w życie prawo zakazujące przejażdżek na słoniach. Nieetyczne przejażdżki na słoniach oferowane są także w Indonezyjskim kompleksie świątyń Borobudur. Jazda na słoniu w Kambodży. Jeśli znacie jakieś miejsca w Azji (i nie tylko) gdzie takie „atrakcje” są oferowane to dajcie proszę znać w komentarzu. Oprócz „atrakcji” w Azji sprzedawane są także maskotki czy figurki ze słoniami, które mają na grzbiecie zamontowany kosz. To samo dotyczy pocztówek z wizerunkiem słoni malujących obrazy czy przedstawiających przejażdżkę na grzbiecie zwierzęcia podczas zachodu słońca. Przy zakupie pamiątek warto wziąć to pod uwagę. Wybierajmy takie pamiątki, które nie „reklamują” tego brutalnego procederu. Tajlandia nieetyczne pocztówki z wizerunkiem słoniTajlandia – etyczne, normalne pocztówki Nasza decyzja ma znaczenie “Atrakcji” z wykorzystaniem tych zwierząt w Azji Południowo Wschodniej jest wiele. Niestety dopóki my turyści nie zaprzestaniemy korzystania z takich “rozrywek” to się nie skończy. Dla lokalnych ludzi jest to czysty pieniądz i dobrze prosperujący biznes, los zwierząt jest im obojetny. Nie dokładajmy do tego cierpienia swojej cegiełki. Jeśli Ty lub ktoś z Twoich znajomych wybieracie się do Azji (czy w jakikolwiek zakątek świata) to bardzo Was proszę – nie korzystajcie z „atrakcji” z udziałem jakichkolwiek zwierząt. Z pewnością ich cierpienie i podła tresura nie są warte zdjęcia na facebooku czy instagramie. Tajlandia – popularnie nazywana jest jako „kraina uśmiechów”. Doskonały kraj na nasz „pierwszy raz” jeżeli chodzi o przygodę z Azją oraz prawdziwą egzotyką. Z naszego punktu widzenia to taki troszkę „europejski” kraj w tropikalnym wydaniu, gdyż komunikacja jest na bardzo przyzwoitym poziomie, porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu, rewelacyjne jedzenie dostępne na ulicy, szeroka oferta noclegowa, kraj bezpieczny i przyjazny turyście. Nic tylko spakować plecak i wyruszyć w podróż. Tajlandia jest dosyć popularną destylacją wśród backpackerów, jednak mimo to nadal można znaleźć ustronne plaże, wysepki i miejsca. W naszych relacjach z podróży prezentujemy informacje praktyczne dotyczące planowania i wyboru miejsc, które warto odwiedzić, ceny, noclegi, komunikację i inne, a wszystko to zilustrowane pięknymi zdjęciami. Zachęcam także do zapoznania się z wpisem „Tajlandia z maluchem u boku” który stanowi zapiski z podróży pisane podczas wyjazdu. Tajlandia to jeden z popularniejszych kierunków, jeżeli chodzi o Azję Południowo-Wschodnią. Wiele osób wybiera krainę uśmiechów, jak jest potocznie nazywana Tajlandia, jako cel swojej pierwszej podróży do Azji. Sami wielokrotnie pytani przez znajomych, którzy chcą zasmakować egzotyki, gdzie pojechać pierwszy raz na własną rękę, wymieniamy Tajlandię. Spełnia ona wszystkie podstawowe warunki: jest bezpieczna, posiada szeroką ofertę noclegową w każdym przedziale czytaj więcej … Piękna pogoda, słońce w pełni, ciepła bryza znad morza, delikatny powiew wiatru odczuwalny na twarzach, a z plecaków, siatek i toreb wystają maski, fajki i płetwy. To znak, że płyniemy, aby zobaczyć jak wygląda podwodny świat w zatoce Tajlandzkiej. W paru miejscach już było nam dane oglądać podwodne krajobrazy, lecz po rozczarowaniu okolicami Koh Tao, chcieliśmy zobaczyć jaką jakość prezentuje czytaj więcej … Czy już wspominaliśmy, że czasami lubimy po prostu nic nie robić? Położyć się w cieniu palmy na delikatnym, białym piaseczku z szumem morza w tle? Tak po prostu trochę poleniuchować? Zazwyczaj koniec naszego wyjazdu gdzieś w egzotyczne rejony spędzamy właśnie na plaży. Tym razem nie było inaczej. Po kiepskich wrażeniach z wyspy Koh Tao, po wspaniałym miejscu w zatoce Tonsai czytaj więcej … Na koniec krótkiej wizyty w Kambodży czekał nas powrót. Chcieliśmy wrócić do Tajlandii, lecz nie do Bangkoku, a od razu na wyspę Koh Chang. Wcześniej naczytaliśmy się mnóstwa nieciekawych opisów tej trasy, że całość bardzo długo trwa i jest mocno uciążliwe. Każdy odradzał wybieranie się w taką podróż z małym dzieckiem. Zatem jak naprawdę wygląda przejazd Siem Reap Koh Chang? czytaj więcej … Od dłuższego czasu chodził mi po głowie tekst dotyczący mojej niedojrzałości. Od dłuższego czasu mimowolnie „potykam” się o artykuły, komentarze, doniesienia o sytuacji i warunkach słoni w ośrodkach turystycznych gdzieś daleko w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie każdy przybysz może wykupić sobie romantyczną przejażdżkę na słoniu w dżungli. Jednym z moich celów ostatniego wyjazdu do Tajlandii-Kambodży była chęć pokazania Nadii prawdziwego i czytaj więcej … Siedzimy już dłuższą chwilę w zatoce Ton Sai, więc postanowiliśmy ruszyć się w jej okolice i zobaczyć jak wygląda, zachwalana przez wiele osób, plaża Hat Phra Nang. Czy spełni nasze niezbyt wygórowane oczekiwania? Jedynie co o niej wiemy to, że jest tam wybudowany wielki i drogi hotel oraz znajduje się tam ciekawe miejsce o nazwie Princess Cave, która wypełniona jest czytaj więcej … Nie ma tu prawdziwych dróg – jedynie utwardzona ścieżka pośród lasu, wzdłuż której znajduje się parę miejsc, gdzie można wynająć bungalow. Czas płynie tu bardzo powoli. Na ścieżce spotykamy jedynie samych wspinaczy, kuglarzy i rastamanów. Wszyscy niespiesznie przestępują z nogi na nogę. Idą po wodę do sklepu lub do baru coś zjeść. Zatoka Ton Sai – czy jest to najbardziej czytaj więcej … Mamo, tato wstajemy już? Jest dopiero godzina 7 kochanie – śpij jeszcze. Nadia pokręciła się trochę na łóżku i znowu zasnęła. Minęło trochę czasu. Tym razem budzi mnie burczenie brzucha. Spoglądam na zegarek – no ładnie, jest już po 10, zatem najwyższy czas, aby wstać. W końcu jesteśmy tu, a plaża Ton Sai, piasek i woda na nas czeka. Głupio czytaj więcej … Słońce wstało parę chwil temu. Nie jest jeszcze zbyt gorąco. W oddali słychać powolne kroki, uderzanie metalu o metal oraz chlupot wody w dużym baniaku. Zza zakrętu wyłaniają się powoli postaci, w krótkich spodenkach z gołym torsem, z przewieszoną liną wspinaczkową. Gdzie oni się wybierają i co mają zamiar załoić (w żargonie wspinaczkowym znaczy, którą drogę mają zamiar spróbować przejść)? czytaj więcej … W podróży zawsze następuje ten dzień, że trzeba zmienić lokalizację. Czasami jest on podyktowany tym, że nie podoba nam się w obecnym miejscu, a czasami, że chcemy zobaczyć coś innego. W Tajlandii wydaje się, że każde przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest banalnie proste, bo zawsze znajdziemy firmę, która taką usługę prowadzi i będzie chciała nam ją sprzedać. Podobnie czytaj więcej …

jazda na słoniu tajlandia