Ptysie z bitą śmietaną - jak zrobić? Sposób przygotowania: 1. Drożdże rozpuść w 1/2szkl. Mleka i odstaw w ciepłe miejsce aby wyrosły. Następnie wszystkie pozostałe składniki wsyp do miski dodaj wyrośnięte drożdże i wyrób szybko ciasto. Gdy ciasto jest za twarde dodaj troszkę mleka. Wyrobione ciasto odstaw na 1h do wyrośnięcia.
Karpatka to tradycyjny polski wypiek składający się z dwóch blatów ciasta parzonego oraz gęstego kremu budyniowego. Udekorowana cukrem pudrem pięknie prezentuje się na stole. Doskonale sprawdzi się na różnego rodzaju przyjęciach. Zawsze cieszy się ogromnym powodzeniem wśród gości.
Skarpetki z wysoką zawartością bawełny organicznej. Wśród bogatej oferty skarpet z bawełny organicznej, znaleźć można w naszym sklepie skarpety z zwartością bio bawełny 98%. Pozostałe nasze skarpetki mają w swoim składzie również wysoką zwartość bawełny organicznej wynoszącą 78%. Skarpetki sportowe z bawełny organicznej
Gdy ciasto odchodzi od ścianek to znaczy że jest gotowe. Zdejmujemy z pieca i studzimy. Po wystudzeniu do zimnego ciasta miksując dodajemy jajka. Gotowe ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy porcje ciasta formując ptysie ( wyciskamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia ).
MAGNETYCZNE SKARPETKI NA MAGNES DAMSKIE PRZYJACIEL 2 pary. Stan. Nowy. Rozmiar. 38-39. 9, 08 zł. 28,98 zł z dostawą. Produkt: Skarpety za kostkę WhiscZ) biały r. 38-39. dostawa za 9 – 15 dni.
Dzisiaj pierwszy raz przygotowałam ptysie z bitą śmietaną. Bałam się zabrać za ciasto ptysiowe, myślałam że jest trudne,ale jest to łatwiejsze jak myślałam i powiem że nie ma się co bać. Moje 1 ptysie może wyszły nie najlepiej ale za to bardzo smaczne.
LmdJ7u. Lato, lato i po lecie… a w telewizorni zapowiadają kilka dni intensywnych domiar złego na dworze zaczęło być już szaro i buro, a w dodatku zimno. Gdzie się podziała ta nasza piękna Złota Jesień? Czyżby podobnie jak Babie lato zapomniała do nas zawitać?Niestety, obawiam się, że póki co pozostaną nam tylko ciepłe skarpety, chusteczki do własnego użytku i gorące, rozgrzewające napary. Być może uchronią nas lub pomogą zwalczyć uciążliwe stany podgorączkowe, przeziębienie i katar …Jednym z takich naparów jest prosty w zrobieniu i skuteczny napar imbirowy z goździkami, miodem i cytryną. W dodatku bardzo pyszny i w miarę co? Spróbujecie? Składniki: 1 kubek lub szklanka wrzątku 1 obrany ze skórki plaster imbiru ( 5-8szt goździków ½ cytryny 1 łyżka miodu Wykonanie:Do szklanki lub kubeczka wrzucamy goździki. Można je wcześniej rozbić w moździerzu. Plaster imbiru kroimy na maleńkie kawałeczki lub siekamy i dodajemy do naczynia (kubek lub szklanka). Z połowy cytrynki odkrajmy plaster, a z reszty wyciskamy sok i umieszczamy wszystko w naczyniu, które sobie wszystko wrzątkiem i przykrywamy spodeczkiem, aby się dobrze zaparzyło. Gdy napar przestygnie – dodajemy łyżkę miodu, mieszamy i pijemy póki stanach podgorączkowych i w czasie pierwszych dni przeziębienia wypijam taki kubek co 1-2 godziny i tak przez cały dzień. Zazwyczaj pomaga i łagodzi taki napar przygotować sobie do dużego termosu – wystarczy zwiększyć proporcje. IMBIR – poza wieloma innymi właściwościami działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwbólowo i rozgrzewająco GOŹDZIKI – to przyprawa o szerokim zastosowaniu. Mają właściwości antybakteryjne, antywirusowe, znieczulające i odświeżające oraz wykrztuśne. Są skutecznym przeciwutleniaczem. Zawierają dużo magnezu, wapnia, witaminy A, C, K oraz kwasów Omega 3 CYTRYNA – ze względu na dużą ilość witaminy C (53 mg/100 g) posiada właściwości wspomagające odporność organizmu oraz łagodzące jesienne – powszechnie znany i szanowany jako naturalny środek prozdrowotny. Działa bakteriobójczo, wzmacniająco, uodparniająco i odżywczo oraz przeciwzapalnie i oczyszczająco. Ps. Wybaczcie jakość zdjęć, ale mój aparat odmówił posłuszeństwa, a aparat w telefonie nie dał rady :(
podwójnie czekoladowy tort po przejściach Tort był całkowicie czekoladowy nawet dekoracje miał czekoladową a nasączony był czekoladowym likierem. Czas przeszły użyłam nie dla tego, że tort został zjedzony ale dlatego, że nie dotrwał do imprezy urodzinowej. Gotowy wypieszczony tort zamiast do lodówki trafił na ziemię. Nie wiem jakim cudem zsunął mi się z patery i zleciła, tak pięknie krążek po krążku. Moją wściekłość możecie sobie tylko wyobrazić. Nie opiszę wam więc smaku tortu ale pomyślałam, że si podzielę tym moim autorskim przepisem może komuś innemu nie przyniesie takiego pecha. Składniki na tortownice o średnicy 34 cm biszkopt: 6 jajek szklanka mąki 3/4 szklanki cukru 2 łyżki mąki łyżeczka proszku do pieczenia masa: 250 g masła budyń czekoladowy 0,5 l mleka 4 łyżki cukru pudru dodatkowo likier czekoladowy do nasączenia czekolada plastyczna 0,5 kg wiórki czekoladowe Wykonanie: Biszkopt: białka ubijamy na sztywna pianę następnie dodajemy cukier i żółtka dalej mieszając. Sypkie produkty przesiewamy przez sitko i dodajemy delikatnie do masy mieszając już nie mikserem na łyżką. Masę przekładamy do tortownicy i pieczemy 40 minut w 180 stopniach Po ochłodzeniu biszkopt przecinamy na 3 krążki i nasączamy go likierem masa: gotujemy budyń zgodnie z instrukcją na opakowaniu a następnie chłodzimy. Masło ucieramy mikserem na biały puch i dodajemy cukier puder a następnie po łyżce zimnego budyniu. Gotową masę przekładamy krążki biszkoptu i brzegi. Wiórkami posypujemy brzegi a na wierzch kładziemy masę plastyczną. Makowiec na migdałowym spodzie Nadszedł czas pakowania się. Trochę odpoczynku i spędzenia czasu z przyjaciółmi na pewno się przyda. Zobaczymy jaką aurą przywita nas Polska. Tym czasem ostatni raz w tym roku w tym domy piekę ciacho. Brzmi groźnie. Tym razem zachciało mi się makowca ale postanowiłam go zrobić trochę inaczej niż zawsze, gdyż znowu pokusiłam się o o dodanie czegoś od siebie. Nie wiem czy to już pora ale mam już jedno postanowienie na nowy rok i zamierzam być w tej kwestii bardzo konsekwentna. Mianowicie nie chcę już więcej stosować gotowych mas makowych. Zawsze wiedziałam jakie one są okropnie nafaszerowane wszystkim tylko nie tym co trzeba czyli makiem. Standardowa wielka puszka zawiera około 20 g maku! Niestety szukałam bardzo długo nie znalazłam żadnej która zawierałaby więcej maku. Od czasu przeprowadzki musiałam się wspomagać gotowymi wyrobami makowymi gdyż nie miałam maszyny do mielenia ale teraz zamierzam z tym walczyć. Nie pójdę na łatwiznę i znajdę jakiś sposób żeby zrobić mak samemu bez skomplikowanego sprzętu. Jeżeli macie jakieś pomysły to chętnie je wypróbuje. Tym czasem zapraszam do spróbowania: Składniki: tortownica o średnicy 24 cm 150 g masła 400 g płatków migdałowych 100 g mąki pszennej łyżeczka proszku do pieczenia 2 jajka szklanka cukru 3 łyżki śmietany 400 g sparzonego i mielonego maku z bakaliami Wykonanie: Płatki migdałowe mielimy na puch. Wysypujemy je na stolnice i dodajemy resztę składników. Wszystko razem zagniatamy do uzyskania jednolitego ciasta. Gotowe ciasto wykładamy na dnie i brzegach tortownicy. Zostawiamy trochę ciasta na wierzch. Następnie wykładamy mak i na wierzch tworzymy dowolne wzorki. Całość pieczemy 35 minut w 180 stopniach. Smacznego:) migdałowe ciastka z karmelem na szybko Świąteczne porządki w toku przyda się więc odrobina wzmocnienia. Do kawy dzisiaj zrobiłam migdałowe ciasteczka, Nie miałam za dużo czasu na ich zrobienie ale i tak wyszły smaczne, polecam :) Składniki na 14 ciasteczek 150 g masła 150 g mielonych płatków migdałowych 50 g mąki jajko łyżka proszku do pieczenia 2 łyżki śmietany 18% 3/4 szklanki cukru masa karmelowa Wykonanie: Wszystkie składniki wysypujemy na stolnicę i zagniatamy w jednolite ciasto. Gotowe wkładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasem ciasto rozwałkowujemy na dowolną grubość ( według upodobań) i wycinamy dowolne kształty ciastek. Przekładamy je na blaszkę i pieczemy 15 minut w 180 stopniach. Gdy ostygną smarujemy je karmelem i łączymy ze sobą. Smacznego:) Tradycyjny keks Pomału wszyscy zbierają się już do powrotu do domu na święta. Nasz też za niedługo czeka dłuższa podróż, na szczęście zapowiadają chwilowe roztopy więc myślę ( mam nadzieje) że podróż będzie bezproblemowa. Ze świątecznymi wypiekami jeszcze się nie spieszę, ale nie martwcie się na pewno po powrocie do Polski upiekę kilka pysznych rzeczy. Myślę, że was zaskoczę. Tym czasem zabieram się za listę zakupową, niestety zapasy z Polski bardzo nam się uszczupliły. Co trzeba więc zrobić? Przywieść wszystko bez czego Polak na obczyźnie się nie obędzie. Najbardziej brakuje mi jednak twarogu, nie da się go przewieść: (Oczywiście robię czasami twarożek z mleka ale to są niewielkie ilości, tak w sam raz na śniadanie. O serniku z takiej ilości mogę zapomnieć. Nie wiem ile litrów mleka musiałabym kupić żeby mieć kilo twarogu. Chyba, że któraś z was ma jakiś magiczny sposób na stworzenie twarogu? Czekam na propozycje i ratunek, a na pocieszenie zostaje mi tylko zjeść keks. Pozdrawiam. Składniki na 40 cm keksówkę 400 g mąki 200 g cukru 300 g bakalii szczypta soli 2 łyżeczki proszku do pieczenia 250 g masła 5 jajek 4 łyżki rumu lub kilka kropel aromatu rumowego Wykonanie: Masło ucieramy z cukrem na biały puch następnie dodajemy po jednym jajku. Gdy mamy już jednolitą masę wsypujemy sypkie składniki i wszystko razem mieszamy. Ciasto am być bardzo gęste. Na koniec dodajemy bakalie i rum. Wszystko mieszamy i przekładamy do formy. Pieczemy około 50 minut w 160 stopniach. Sprawdzajcie dokładnie czy ciasto jest upieczone gdyż jest ono bardzo gęste. Gdy ostygnie ciasto polewamy lukrem lub posypujemy cukrem pudrem, smacznego. Czekoladowe muffinki z nadzieniem truflowym Na większości blogach panuje już świąteczna atmosfera a u mnie ciągle jeszcze nie. Z nastrojem świątecznym poczekam aż przyjadę na święta do Polski. Teraz mam gorsze zmartwienia. Mamy burze śnieżną i zasypało nas tak, ze już drugi dzień mam uniemożliwione praktycznie wyjście z domu. Zobaczymy jak długo sytuacja będzie tak wyglądać. Patrzę przez okno i tak sobie myślę, że chyba już nigdy nie będę narzekać na polską pluchę w zimę. Nadmiar śniegu też nie jest dobry. Uziemiona w domu postanowiłam umilić trochę ten czas domownikom i upiekłam to co znalazłam z domowych zapasów. Udało mi się z szafki wygrzebać masę karmelową i smaku trufli. Nie pamiętam gdzie ją kupiłam, chyba w biedronce ale nie jestem pewna. To akurat nie jest najważniejsze, najważniejszy jest smak, w połączeniu w czekoladowym ciastem jest rewelacyjna. Myślę, że babeczki długo nie wytrzymają i bardzo szybko znikną. Polecam takie małe słodkości w oczekiwaniu na święta. Składniki na 14 muffinków: 150 g masła 150 h gorzkiej czekolady 300 g mąki 2 łyżeczki proszku do pieczenia 3 łyżki kakao szklanka cukru 170 ml maślanki 2 jajka puszka masy karmelowej o smaku trufli dekoracja: 200 ml śmietany 30% 2 łyżeczki cukru pudru fix do śmietany Wykonanie: Do miski dajemy masło i ucieramy je dodając po łyżce cukru. Gdy się połączą dodajemy po jednym jajku do masy następnie wlewamy maślankę i resztę sypkich składników. Ciasto dokładnie mieszamy i gotowe przelewamy do foremek. Nakładamy łyżkę ciasta następnie małą łyżeczkę masy karmelowej i na wierzch znowu łyżkę ciasta tak aby zapełnić połowę foremki. Pamiętajmy bowiem, że ciasto mocno wyrasta. Gotowe foremki wkładamy do piekarnika na 30 minut nagrzanego do 180 stopni. Gotowe muffinki zostawiamy do ostygnięcia. W tym czasie ubijamy śmietanę, pod koniec ubijania gdy zaczyna się robić sztywna dodajemy fix do śmietany i cukier puder. Tak ubitą śmietaną dekorujemy babeczki, możemy wierzch posypać startą czekoladą lub cukierkami. Smacznego. Krówka serowa Kolejny szary dzień bez słońca, w sumie nawet nie czuję, że dzień jt taki krótki i słońce wstaje o 10 bo niebo już od kilku tygodniu cały czas jest zachmurzone i pada. Czekam z utęsknieniem na śnieg. Brakuje mi tego w krajobrazie. Wiosna i jesień są najgorszymi okresami w roku, niestety trzeba to przetrzymać. Dzisiaj mam pierwszy dzień grudnia, do świąt zostało nam kilka tygodni. Za niedługo wyjeżdżamy na dłuższy wyjazd świąteczny:) Mam tylko nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem:)Dzisiaj przygotowałam dla was przepis an karmelowe ciasto. Dosyć długo ten przepis czekał w kolejce ale w końcu się doczekał. Bardzo smaczne ciasto, które oczywiście trochę zmodyfikowałam. Ostatnio zaczynam dostrzegać u siebie ciekawą tendencje. Kiedy dostaję przepis do ręki, pierwsza rzecz jaka mi przychodzi do głowy to jak go trochę zmienić, jak dodać coś od siebie. Staje się coraz bardziej zbuntowana chyba i nie daje się trzymać w ustalonych normach przepisowych haha. W końcu fajnie sobie poeksperymentować:) Składniki: ciasto: 50 g mąki pszennej 1/2 szklanki cukru łyżeczka proszku do pieczenia 15 dag miodu 150 g masła 2 jajka masa: 200 ml śmietany 30% 250 g serka ricotta lub mascarpone 3 łyżeczki cukru pudru puszka masy karmelowej 200 g orzechów Wykonanie: Mąkę przesiewamy przez sitko i wysypujemy na stolnicę. Dodajemy resztę składników i wszystko zaraz zagniatamy aż powstanie nam jednolita bryła ciasta. gotowe ciasto wkładamy do lodówki na około godzinę. Jeżeli nie mamy gotowej masy karmelowej wystarczy gotować przez trzy godziny słodkie mleko zagęszczone. Ciasto dzielimy na dwie części, rozwałkowujemy i układamy w brytfance. Każdy placek pieczemy około 30 minut w 180 stopniach. Gotowe ciasta zostawiamy do ostygnięcia. W tym czasie ubijamy śmietanę na sztywno i dodajemy po łyżeczce cukru. Na koniec dodajemy serek ricotta albo jeśli nie mamy to również fajnie sprawdzi się mam wszystkie składniki, pora na złożenie ciasta. Pierwsze kruche ciasto kładziemy na spodzie brytfanki i nakładamy na nie 1/2 masy karmelowej. Następnie wykładamy masę z bitej śmietany i przykrywamy ją drugim kawałkiem ciasta. Wierzch ciasta smarujemy resztą masy karmelowej i posypujemy orzechami (możemy je pokroić drobno albo jeśli mamy mocna maszynkę zsiekać je) Ciasto najlepiej smakuje na drugi dzień w tedy ciasto jest miększe. Smacznego. Pierniczki herbaciane Nie ma świąt bez piernika a zimy bez ciepłej czekolady i pierniczków do chrupania. Takie jest moje zdanie i tego trzymam się od kilku lat. Pierniczki są stałym bywalcem zimowych wieczorów, przepis na nie ostałam od mojej cioci. Potrafiłam zjeść ich całą dużą miskę, są mono korzenne, słodkie i nie da się im powiedzieć nie:) haha moje uzależnienie. Przyznaję się moimi faworytami co do pieczenia są właśnie pierniczki, serniki i wszelkie wytwory z ciasta drożdżowego. Pochłaniam to w każdej ilości jakie tylko jest w stanie pomieścić mój żołądek. W tym roku postanowiłam trochę zmodyfikować przepis i dodać esencji herbacianej. Efekt był ciekawy, muszę przyznać, że spodobała mi się ta wersja. Myślę, że powtórzę ją na święta i zobaczymy czy innym też będzie smakować. Składniki: ( na około 30 pierniczków) 500 g mąki pszennej 150 g miodu 100 g cukru 150 g masła 2 jajka łyżka kakao 4 łyżki przyprawy do piernika 60 ml esencji herbacianej łyżeczka sody oczyszczonej Wykonanie: Najlepiej liściastą herbatę zaparzamy w 5 łyżkach gorącej wody. Na stolnicę przesiewamy przez sitko mąkę oraz dodajemy wszystkie sypkie składniki. W stożku robimy dziurę i wlewamy w nią wcześniej przecedzoną przez sitko esencje herbacianą, jajka oraz miód. Wszystkie składniki zagniatamy razem i tworzymy jednolite ciasto. Formujemy z niego kulę i wkładamy do lodówki na około godzinę. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto na stolnicy (grubość około 3-5 mm) i wycinamy z niego pierniki. Gotowe ciasteczka układamy na blaszce i pieczemy w nagrzanym piekarniku na 180 stopni przez 20 minut. Gotowe pierniczki gdy ostygną można udekorować lukrem według uznania:) Smacznego:) Kakemann Wszystkich i wszędzie zaczyna ogarniać świąteczna gorączka, nie wiem jak w Polsce ale tutaj mamy już pełen asortyment rzeczy niezbędnych lub zbędnych na święta:) Jednym z takich niezbędnych rzeczy świątecznych jest kakemann czyli norweski tradycyjny świąteczny ciasteczkoludzik:) Kakemanna można dostać w każdy praktycznie sklepie spożywczym w różnych kształtach. Najczęściej taki gotowy ciastoludek nadaje się do spożycia od razu ale można go oczywiście odpowiednio udekorować i w tym cała frajda:) Co bardziej ambitna norweska mam czy babcia piecze takie przysmaki razem z pierniczkami w domu. W tym roku kupiłam paczkę kakeman`ów na spróbowanie i stwierdziłam, że taniej wyjdzie mi zrobienie ich w domu (trzy ciastka kosztują od 20 -30 koron a znając zapędy jedzeniowe mojego łasucha 3 ciastka to mało) myślę, że fajnie będzie tez pokazać wam trochę norweskiej kuchni. Nie jest ona może zbyt wyszukana ale akurat świąteczne słodkości warte są rozpropagowania. No to ja was zostawiam z ludzikami i mam nadzieje, ze was zainteresuje taki przepis:) Przypominam i zapraszam do czytania mojego drugiego bloga: Składniki: 2 szklanki maślanki 150 g cukru 200 g masła 2 jajka szczypta soli 2 łyżeczki sody oczyszczonej 450 g mąki Wykonanie: Na stolnicę wysypujemy przesianą przez sitko mąkę oraz wszystkie sypkie składniki. Dodajemy jajka oraz posiekaną na drobne kawałki margarynę oraz maślankę. Wszystko zagniatamy na jednolite ciasto. Gotowe formujemy w kule i wkładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto na stolnicy na grubość 3-5 mm i wycinamy z niego odpowiednią foremką ciasteczka (jeśli nie macie foremek ludzików możecie użyć jakichkolwiek) Układamy je na blaszce i pieczemy 30 minut w 180 stopniach. Gotowe ludziki można ozdobić rozpuszczonym w wodzie barwnikiem spożywczym albo lukrem i cukierkami, tak jak widzicie na poniższych zdjęciach. Udanej zabawy i smacznego:) Tarta cytrynowa - prosta i baaardzo smaczna Obudziłam się rano, podchodzę do okna a tam ŚNIEG! rewelacyjna odmiana po dwóch tygodniach ciągłego deszczu. Mama nadzieje, że utrzyma się jak najdłużej i sprawi, że krajobraz nie będzie taki szary. Pod tym względem jesień jest straszna, nic już się nie zieleni, deszcz ciągle pada i jakoś wszystko wygląda tak szaro. Jeżeli mam wybierać porę roku która bardziej mi pasuje to byłaby zima. Zdecydowanie wolę się opatulić ciepłymi swetrami i puchowymi kurtkami niż topić się latem we własnym pocie. Nie pozostaje mi więc nic innego jak trzymać kciuki żeby śnieg szybko nie stopniał. Dzisiejszym ciachem, którym chciała się z wami podzielić jest tarta cytrynowa, już kilka razy przymierzałam się do tego ciasta ale jakoś ciągle odkładałam go na później. Ciesze się, że w końcu udało mi się go upiec bo na prawdę jest bardzo smaczne. Masa cytrynowa jest lekko cierpka a beza na wierzchu słodka, możecie sobie wyobrazić takie połączenie smaków, rewelacja. Właśnie takie smaki w ciastach lubię najbardziej, nie lubię przesłodzonych ciast więc chętnie zjadłam kilka kawałków. Nawet łasuch docenił smak tego ciasta i zdobył się na nie małe poświęcenie. Ten smakołyk wywołam u niego niezłą zgagę ale i tak pałaszował ciasto twierdząc, że jest zbyt smaczne żeby sobie go odpuścić. No cóż nie ma róży bez kolców? Niestety zdjęcia ciasta nie są rewelacyjnej jakości. Pomijając fakt, że fotograf ze mnie cienki co mnie czasami złości bo nie potrafię oddać wyglądu ciasta ale nie posiadam również odpowiedniego sprzętu. Robienie zdjęć telefonem komórkowym nie jest najlepszym rozwiązaniem ale niestety nie mam nic lepszego na dzień dzisiejszy. W poprzednim aparacie matryca jest już z użyta i nie nadaje się już do niczego. Niestety w najbliższym czasie nie mam co liczyć na zakup nowego, no chyba że jakiś hojny mikołaj się zgłosi w tym roku. Zobaczymy. Tym czasem proszę was o cierpliwość i polecam pyszną tartę: Składniki na tortownicę o średnicy 24 cm: spód: 50 g mielonych migdałów 120 g masła 55 g cukru 1 jajko 170 g mąki łyżeczka sody oczyszczonej krem cytrynowy: sok z 3 cytryn i skórka starta 125 ml wody 2 łyżki mąki ziemniaczanej 70 g cukru 100 g masła 3 żółtka beza: 4 białka 200 g cukru 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej Wykonanie: Spód: Na stolnicę przesiewamy mąkę, dodajemy zmielone migdały oraz resztę składników. Wszystkie dokładnie zagniatam tak aby stworzyły jednolite ciasto. Gotowe wykładamy na okrągłą blaszkę nie zapominając o wyłożeniu ciasta również na ściankach tak aby nasz krem nie wypłynął podczas pieczenia. masa cytrynowa: Cytryny dokładnie parzymy w wrzątku a następnie na tarce na małych oczkach ścieramy skórkę. Następnie wyciskamy sok z cytryn przez sitko. Dodajemy cukier i mąkę ziemniaczaną, wszystko razem mieszamy i zagotowujemy an piecu ( ostrożnie mieszać tak aby się nie przypaliło) Gdy nasza masa ma konsystencje kisielu ściągamy ją z pieca i dodajemy małe kawałki margaryny i jajka. Mieszamy aż wszystko ładnie się rozpuści i połączy. Masa powinna być bardzo gęsta, jeśli nie jest należy ją lekko podgrzać. Gotową masę wylewamy na ciasto. Beza: Z białek ubijamy pianę na sztywno. Pod koniec dodajemy mąkę i cukier i delikatnie mieszamy. gotową bezę wykładamy na wierzch ciasta. Możemy pokusić się o wzorki , na pewno będzie ciekawiej wyglądać. Ciasto pieczemy 35 minut w 170 stopniach. Smacznego:) Miętowo- truskawkowe ptasie mleczko Za oknem pada już od kilku dni więc jedyne co pozostanie to czekać na grudzień i może jakieś opady śniegu żeby zmienić trochę ten krajobraz. W tym tygodniu mam w planach zacząć rozglądać się powoli za prezentami na święta ale muszę przyznać, że z roku an roku jest to coraz cięższe. Chyba dlatego przeglądanie ofert itp. rzecz zajmuje mi trochę czasu (w końcu trochę ich muszę kupić), poza tym nie lubię dawać prezentów "na odwal się" czyli kupię wszystkim po parze skarpetek. W moim domu prezenty były zawsze ważną częścią świąt czy innych okazji i zawsze były dawane od serca czyli każdy znał się na tyle, że wiedział co komu jest potrzebne co kto lubi itp. Myślę, że to jest chyba najfajniejsze w kupowaniu prezentów, nagle trzeba zastanowić się nad upodobaniami bliskich, poświęcić im trochę czasu, po obserwować może albo po prostu pod pytać czym się aktualnie zajmują. Dla mnie właśnie tym jest kupowanie sobie prezentów i nie ważne jest ich koszt tylko sam fakt podarunku. Bardzo lubię ten moment gdy obdarowywana osoba jest szczęśliwa i udało mi się trafić z prezentem, nic chyba nie sprawia takiej frajdy. Szkoda tylko, że dzisiaj dzieci mają dostęp na prawdę do takiej ilości zabawek o której ja bym mogła sobie tylko pomarzyć w ich wieku ( tym trudniej jest im coś wybrać i kupić). Po za tym ceny zabawek dla dzieci są straszne. Jeśli bym chciała kupić jakąś fajną, porządną zabawkę to lekką ręka musiałabym wydać około 100 zł a jeśli mam kilka dzieci do obdarowania? A i tutaj zaczyna się problem. Nie rozumiem tej polityki niby wszyscy chcą żeby rodziło się więcej dzieci i tak strasznie zagląda się Polakom pod pierzynę, a ceny akcesoriów dla dzieci i zabawek są tak drogie, że wiele osób ma problem z zdecydowaniem się na dziecko i wcale się nie dziwie. Rozpoczęłam temat rzekę ale mam nadzieje, że wiele z was przyzna mi rację. Tak kończąc wywód, który bardzo odbiegł od głównego tematu na osłodę przed grudniowym szaleństwem zakupowym mam pyszne ptasie mleczko dla miętowych smakoszy. Składniki: na tortownicę o średnicy 24 cm 2 galaretki truskawkowe 400 ml śmietany 30% 50 ml likieru miętowego 4 łyżeczki żelatyny 6 łyżek cukru pudru owoce do dekoracji Wykonanie: Galaretkę przygotowujemy zgodnie z instrukcja na opakowaniu i czekamy aż lekko zacznie tężeć wtedy możemy przystąpić do robienia ptasiego mleczka. Śmietana powinna być schłodzona w lodówce wtedy szybciej będzie się nam ubijać. Taką śmietanę ubijamy mikserem na sztywno, pod koniec ubijania gdy będziemy widzieć, że śmietana gęstnieje dodajemy cukier puder i dalej ubijamy. Gdy śmietana jest już całkowicie sztywna dzielimy ją na dwie części. Do pierwszej wlewamy (bardzo delikatnie) likier miętowy, można również dodać trochę aromatu miętowego i rozpuszczoną z niewielkiej ilości wody żelatynę. Wszystko dokładnie mieszamy tak aby nasza śmietana uzyskała zielony kolor. Można dodać trochę więcej likieru jeżeli będziemy widzieć, że kolor nie jest zbyt intensywny. Gotową masę przelewamy do tortownicy i wkładamy do lodówki na około 30 minut. W tym czasie do pozostałej części śmietany wsypujemy cukier puder i ubijamy co chwile dodając po łyżce lekko tężejącej galaretki truskawkowej. Pamiętajmy aby wszystko dokładnie rozmieszać tak aby w ptasim mleczku nie pozostały nam grudki galaretki. Gotową masę wylewamy do tortownicy na zastygłe miętowe ptasie mleczko. Gdy wierzchnia warstwa zastygnie można udekorować wierzch owocami lub zrobić dowolna polewę. Polecam również ułożenie biszkoptów lub herbatników pod ptasie mleczko ale nie jest to konieczne. Smacznego:) Jabłecznik z budyniem Myślę, że stwierdzenie o dzisiejszej pogodzie "pada" a nawet "leje" jest zdecydowanie nieadekwatne. Niewiarygodna ilość deszczu jaka spadła (plus grad i burza) dzisiaj to podobno nic z prognozami na przyszły tydzień. Nie pozostaje nic jak tylko zaopatrzyć się w kalosze i kurtkę przeciwdeszczową i nie wychodzić z domu jeśli nie ma takiej potrzeby. A co można zrobić w taką pogodę w domu? Oczywiście upiec coś pysznego, wcisnąć się w kocyk z szklanką ciepłego mleka i dobrą książką:) Zostało mi jeszcze trochę jabłek z zeszłego pieczenia szarlotki więc postanowiłam pomęczyć was jeszcze "jabłkowymi" wyrobami. Po tradycyjnej szarlotce przyszedł czas na jabłecznik z budyniem. W końcu trzeba sobie urozmaicić sami zwłaszcza jak na zewnątrz buro i nieprzyjemnie. Szłam dzisiaj po mieście i stwierdziłam, że tutaj nawet jak pada jest przyjemnie, nie jest przygnębiająco min braku słońca. W Polsce taka pogoda to porażka, wszystko wygląda tak przygnębiająco. Kałuże, błoto, dziwny zapach stęchlizny i wilgoci w autobusach a notoryczne ochlapywanie wodą z ulicy przez przejeżdżające auta doprowadzają mnie do szału. Wszystko to doprowadza do natychmiastowego spadku nastroju. Nie wiem czym jest to spowodowane, może kwestia dobrego ubrania nie przemakalnego? albo ludzi, którzy są bardziej uśmiechnięci? albo po prostu czystości na ulicach? Zdecydowanie jednak wolę norweską jesień od polskiej. Składniki: ciasto: 600 g mąki łyżeczka proszku do pieczenia 200 g cukru 5 łyżek śmietany 200 g masła 3 jajka Masa: 2 budynie waniliowe 0,5 l mleka 180 g cukru 1,5 kg jabłek 200 g orzechów włoskich Wykonanie: na stolnicy przesiewamy mąkę przez sitko. Dodajemy cukier, jajka masło i śmietanę. Wszystko razem zagniatamy w jednolite ciasto. Gdy będzie gotowe wkładamy je do lodówki na 30 minut. W tym czasie jabłka obieramy i kropimy na plasterki. Ciasto dzielimy na dwie nie równe części. Większą część ciasta wykładamy na blaszkę. Następnie układamy na nim okrojone jabłka. W garnku na piecu gotujemy budyń zgodnie z instrukcją na opakowaniu i wylewamy go na pokrojone jabłka. Pozostałą część ciasta ścieramy na tarce i wysypujemy na budyń. Wierzch posypujemy orzechami włoskimi Całość ciasta wkładamy do piekarnika na 40 minut i pieczemy w temp. 180 stopni.
Prawie, jak chinkali To jest wpis, za który mogą się na mnie oburzyć Gruzini i gruzinofile (a także miłośnicy kuchni tego regionu - gdzież moim pierożkom do tych prawdziwych!), ale zaryzykuję... Ciągle jeszcze nie byłam w Gruzji, ale za każdym razem, kiedy mam okazję o niej czytać lub słuchać tych, którzy tam byli, obiecuję sobie, że w końcu to nadrobię. Kuchnia kaukaska w całej swojej prostocie, połączeniu smaków morza, gór, dalszego i bliższego wschodu, ale też zachodu, to takie "moje smaki". Do tego ciepło, otwartość, gościnność... No i te toasty! Od kiedy odkryłam chinkali, są moją wielką miłością. Pyszny pierożek, charakterystyczny pompon, w środku zamknięty soczysty kęsik mięsa i strzykający bulion. Obawiam się jednak, że ich składanie to sztuka, nad którą ciągle jeszcze muszę popracować. W tworzeniu tego dania wspierałam się "Tradycyjną kuchnią gruzińską" Na prawdziwe chinkali po kachetyjsku składają się: ciasto: 500 g mąki pszennej 1 jajko zimna woda sól Z mąki, jajka i posolonej zimnej wody zagnieść twarde, ale elastyczne ciasto. farsz: 600 g miękkiej baraniny 1 duża cebula 1 łyżeczka zmielonych nasion kolendry 50 g świeżego kopru czarny zmielony pieprz i sól do smaku Baraninę zmielić dwukrotnie, dodać poszatkowaną lub startą na tarce cebulę. Do masy dodać kolendrę i drobno posiekany koper, posolić, posypać obficie pieprzem. Farsz dobrze wymieszać, dodać około 1/3 szklanki zimnej wody i starannie wyrobić. Z ciasta zrobić wałek o średnicy ok 4 cm i pokroić go na kawałki długości ok. 1 cm. Każdy kawałek ciasta rozwałkować na krążek o średnicy 15 cm (lub 8 cm, w zależności od preferencji) tak, aby środek był nieco grubszy, niż brzegi. Możemy też rozwałkować więcej ciasta i wykrawać okręgi odpowiednią szklanką. Na środku krążka z ciasta układać łyżeczką farsz tak, aby pozostawało ok 3 cm wolnej przestrzeni od brzegu. Brzegi ciasta zebrać w falbankę nad nadzieniem i skręcić w pompon, uważając, aby nie porwać ciasta. Do rondla nalać wody, posolić ją, zagotować. Nieco zmniejszyć ogień i wrzucać do delikatnie gotującej się wody pierożki po jednej sztuce. Gotować przez 15 minut od chwili wrzucenia (ok. 10 minut od wynurzenia), lekko mieszając, aby nie przywarły do dna. Chinkali należy podawać od razu. Można posypać je czarnym zmielonym pieprzem lub spryskać czerwonym octem winnym. Tradycyjnie je się je rękoma, trzymając za pompon i nadgryzając brzegi. Ważne, żeby nie wylać powstałego w środku bulionu. Ponieważ wciąż trudno jest u nas dostać dobrą baraninę w jeszcze lepszej cenie, mój farsz nieco się różnił od książkowego. Ja wzięłam: 600 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego (było średnio tłuste) 1,5 cebuli łyżkę ziaren kolendry, które utłukłam w moździerzu pęczek koperku ok. 2/3 szklanki bulionu wołowo-drobiowego świeżo zmielony pieprz kolorowy Cebulę starłam na tarce, dodałam mięso i resztę przypraw. Powoli dolewałam bulionu, cały czas wyrabiając farsz, aż płyn zaczął się osadzać na dnie miski. Potem postępowałam, jak w przepisie. My lubimy je z kwaśną śmietaną. Podobno najlepsi składacze chinkali wykonują około 20 - 25 fałdek na średniej wielkości pierożku. Hm. Jeszcze poćwiczę. Smacznego! Sezon na rabarbar: tatin Tak naprawdę ciągle jeszcze uczę się lubić rabarbar. W moim dzieciństwie było go mało (bo szczawiany, ale też przede wszystkim dlatego, że on w Algierii nie występuje tabunami), nie mam więc tych skojarzeń, które napędzają nasze kubki smakowe i nasze wspomnienia. Dla mnie rabarbar to nie babcia, beztroskie wakacje, kruszona na drożdżowym cieście, słońce, opadające skarpetki i te piękne strupy na kolanach. A szkoda. Dla mnie rabarbar to wyzwanie, przestrzeń do nieoczekiwanych połączeń. Była już wołowina z rabarbarem, teraz czas na rabarbar na słodko. Zapraszam na tartę tatin z rabarbarem i rozmarynem. Moja żeliwna patelnia z odkręcaną rączką ma 15 cm podstawy, ale nie zmieniłam proporcji. Doświadczenie uczy - następnym razem wezmę 2/3 proporcji na karmel. Ciasto inspirowane tym przepisem, z moimi modyfikacjami: - 150 g mąki pszennej - 80 g zimnego masła - 1 łyżka drobnego cukru do wypieków - 2 łyżeczki posiekanego świeżego rozmarynu - pół łyżki zimnej wody (jej ilość zależy od mąki) Do mąki dodajemy pokrojone w drobną kostkę masło, a także rozmaryn i cukier, szybko wyrabiamy (możemy to zrobić w malakserze), jeśli potrzeba, to dodajemy wodę. Gotowe ciasto zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godzinę. W tym czasie bierzemy: - 2 - 3 łodygi rabarbaru (pokrojone 2 cm kawałki rabarbaru układamy ściśle w suchej patelni, sprawdzając, ile nam tego wyjdzie) - 200 g cukru - 50 ml wody - 50 g masła - łyżeczkę posiekanego świeżego rozmarynu Cukier z wodą rozpuszczamy na patelni, tworząc złoty karmel. Uważajmy, żeby cukru nie spalić, jest cienka granica między pysznym, nawet ostrawym karmelem, a spaloną ohyzdą. Karmel zdejmujemy z ognia, dodajemy masło i rozmaryn, mieszając. W ramach różnicy temperatur karmel z masłem się spieni. Na tak przygotowaną masę wykładamy obrany rabarbar, układamy go możliwie ściśle w karmelu. Patelnię umieścić z powrotem na gazie, chwilę (5 - 10 minut) poddusić rabarbar w cukrze. Wyłączyć gaz, odstawić patelnię do całkowitego ostudzenia. Jeśli nie mamy patelni z odkręcaną rączką, lub całkowicie żeliwnej patelni, którą możemy włożyć do piekarnika, czeka nas skomplikowana operacja przekładania masy do wyłożonej folią tortownicy. Nie zazdroszczę. Piekarnik rozgrzewamy do 170 C. Ciasto wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na grubość ok. 3 mm, tak, żeby jego średnica była nieco większa, niż patelni. Jeśli ciasto nie chce się ładnie rozwałkować, w ogóle się nie przejmujemy, tylko układamy kawałki tak, żeby na siebie zachodziły. I tak nie będzie go widać. Brzegi ciasta staramy się zawinąć pod rabarbarowy karmel. Patelnię wkładamy do piekarnika i pieczemy 30 - 40 minut, do zezłocenia się ciasta. Wyjmujemy, odczekujemy 5 minut, aż karmel przestanie bulgotać. Talerz lub paterę przykładamy do patelni i ostrożnym, acz stanowczym ruchem obracamy całość o 180 stopni. Tartę podajemy z ubitą śmietaną kremówką (bez cukru). Smacznego! Nie tylko na Wielkanoc: roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym Jest kilka rzeczy fajnych w byciu dorosłym. Koronną jest to, że można robić to, co się chcę i lubi. Na przykład tworzyć nowe dania na Święta. Tak, żeby pośród tych tradycyjnych pojawiły się te, które wymyśliliśmy sami. Brat M. mieszka poza Polską i nie mogło go być na tegorocznej Wielkanocy. Kiedy tylko przyjechał, postanowiliśmy odtworzyć mu choć część świątecznego śniadania (a właściwie już bardziej obiadu). Zaprosiliśmy go więc na roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym, czyli nasz wielki wielkanocny triumf. Ale Wy nie musicie czekać aż do następnej Wielkanocy, żeby zrobić te roladki. My z pewnością nie będziemy :) Roladki z kurczaka: W zależności od głodomorstwa i pasibrzustwa, trzeba liczyć 1/2 - 2/3 kurzej piersi na osobę, choć my - na wszelki wypadek - mamy zwykle jedną w zapasie. Poniżej proporcje na 3 osoby + 1 roladka dla niespodziewanego gościa - 3 pojedyncze piersi z kurczaka (mniej więcej jednakowej wielkości, na tyle duże, żeby zmieściła się w nich kiełbasa) - 3 kawałki białej kiełbasy (nieparzonej) - 4 - 6 plasterków dojrzewającej szynki lub surowego wędzonego boczku (ciągle nie potrafimy zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. Nasz portfel ma wyraźną preferencję) na roladkę - sól, pieprz, suszony majeranek Wylaną cienką warstwą oleju lub oliwy blaszkę wstawiamy do piekarnika. Rozgrzewamy do 180 C. Kurczaka myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym. Upewniamy się, że nie ma żadnej pozostałości po kostce. Ostrym nożem jednym ruchem pogłębiamy naturalną kieszonkę (możemy też po prostu naciąć pierś w jej najgrubszym miejscu) tak, żeby zrobiło się miejsce na kiełbasę. Pod żadnym pozorem nie przecinamy piersi do końca! Kieszonkę nacieramy solą, pieprzem i suszonym majerankiem, wpychamy weń kiełbasę, staramy się ją owinąć kurczakiem. Tak utworzony pakiecik szczelnie otulamy plastrami szynki lub boczku. Ważne, żeby część z przecięciem była dobrze zakryta, a plastry kończyły się po drugiej stronie roladki. Owinięte roladki wykładamy na rozgrzaną blaszkę rozcięciem do góry. Piec 40 - 50 minut. Sos żurkowy [inspirowaliśmy się tym przepisem] - 150 ml zakwasu na żurek - 100 ml bulionu warzywnego - 100 ml kwaśnej śmietany 12 lub 18% - pół łyżki mąki pszennej - suszony majeranek Zakwas mieszamy z ciepłym bulionem, podgrzewamy. Mąkę rozcieramy w śmietanie, dodajemy trochę gorącego żurku, żeby zahartować, całość mieszamy, doprawiamy majerankiem. LUB - połowa opakowania żurku w proszku - pół szklanki wody - pół - 2/3 szklanki śmietany - suszony majeranek Proszek rozrabiamy w wodzie, podgrzewamy, dodajemy śmietanę z majerankiem, mieszamy. Roladki kroimy w 1 - 1,5 centymetrowe plastry, podajemy na łożu z sałaty, polanej sosem żurkowym. Sosem polewamy też samo mięso, dekorujemy kiełkami rzeżuchy (o której pamiętałam na Wielkanoc). Może to pomysł na obiad długo-weekendowy? Smacznego! Pochwała prostoty: ogórki małosolne Wiosna do schrupania: świeży, pyszny, zieloniutki gruntowy ogórek, delikatnie tylko muśnięty słoną wodą - ja tak lubię je najbardziej. Ale jeśli wolicie bardziej ukiszone, wybór należy do Was. Wystarczy duży, najlepiej kamionkowy garnek, letnia woda (najlepsza jest taka z kranu, ma wszelkie niezbędne minerały - zbyt "czysta" nie ukisi ogórków), sól, koper, czosnek, korzeń chrzanu, liście dębu, ogórki, obciążenie i czas. W tę uroczą, kocykową pogodę ogórki będą go potrzebować więcej, niż podczas upałów. Miłego chrupania! Poczwórnie zielone farfalle Znowu pada. Jest mokro i zimno, a my poczuliśmy się zmęczeni. Nie chciało się nam wychodzić, ale też nie był to dzień na wielogodzinne kucharzenie. Tak powstał makaron poczwórnie zielony - z groszkiem, lubczykiem, szczypiorkiem i kiełkami lodowej sałaty z balkonowej hodowli. Danie, o którym dłużej się pisze, niż je robi. Dla Mięsożercy - wysmażona na chrupko dojrzewająca szynka. Do sosu potrzebujemy: - 400 g groszku - 1 cebuli - 4 ząbków czosnku - tłuszczu do podmażenia - 1,5 szklanki gęstego jogurtu, wymieszanego z 12 lub 18% śmietaną (można też użyć wiejskiego twarożku) - kulki (125 g) mozzarelli - łyżki posiekanego lubczyku - 2 łyżki posiekanego szczypiorku - 3 - 5 plasterków szynki dojrzewającej (parmeńskiej, szwarcwaldzkiej lub jamon - można też użyć cienkich plastrów surowego wędzonego boczku) - żółtego wędzonego sera do starcia - startej gałki muszkatołowej, soli, pieprzu - ile lubimy - kiełków / listków młodej sałaty lub mięsistych kiełków (np. słonecznika, fasoli, soi) Groszek gotujemy do miękkości, odlewamy. Na suchej patelni podsmażamy szynkę lub boczek - całe, lub przekrojone plastry. Kiedy jest już chrupka, przekładamy na ręcznik papierowy do osuszenia. Na tej samej patelni rozpuszczamy masło. Jego ilość zależy od tego, ile tłuszczu wytopiło się z wędliny. Dodajemy sól i pieprz, podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę i grubo poszatkowany czosnek. Kiedy są już złote, zalewamy je jogurtem, wymieszanym ze śmietaną i pokrojoną w kostkę mozzarellą. Jeśli sos jest zbyt gęsty, możemy dodać łyżkę wody. Pamiętajmy jednak o tym, że jeśli w naszym sosie przeważają jogurt i twarożek, to one jeszcze puszczą wodę i będziemy musieli całość zredukować. Kiedy mozzarella się rozpuści, do sosu wrzucamy groszek i posiekany lubczyk. Doprawiamy gałką muszkatołową. Tuż przed podaniem dodajemy szczypiorek. Sos mieszamy w garnku ze świeżo ugotowanym al dente makaronem (w ten sposób makaron wchłonie pozostały płyn). My jedliśmy farfalle, ale mogłoby to być też tagliatelle, rigatoni, penne albo casarecce. Dekorujemy chrupką szynką, sałatą (lub kiełkami) i startym żółtym serem (niekoniecznie). Smacznego! Weekendowe śniadania - Tamagoyaki Dzisiejsze śniadanie zabrało nas na wycieczkę do kraju kwitnącej wiśni. Zawsze mi się wydawało, że zrobienie klasycznego japońskiego omletu jest trudne, ale później odkryłam przepis Nami. Mi zajęło to dużo mniej czasu, niż na załączonym filmie, ale zapewne dlatego, że moja (okrągła) patelnia jest po prostu dużo większa. Kompletnie też zapomniałam o etapie przecedzania jajek przez sito. Składniki: - 3 jajka - łyżka cukru - 2 łyżki sosu sojowego (lepszy będzie jasny, ale nie miałam, dałam ciemny) - 2 łyżki wina mirin (nie miałam, użyłam bliskiego zamiennika, czyli moscatela) Jajka rozkłócamy w misce, a w osobnej miseczce mieszamy przyprawy, aż cukier się rozpuści. Dodajemy mieszaninę do jajek. Na dużym ogniu rozgrzewamy patelnię z nieprzywierającą powłoką, przecieramy ją ręcznikiem papierowym, nasączonym olejem do smażenia (my używamy rzepakowego). Wylewamy cienką warstwę masy jajecznej, rozprowadzamy po całej patelni. Rozbijamy pęcherzyki powietrza. Kiedy jajka są usmażone, zwijamy omlet, zostawiając go na jednej ze stron patelni. Cały proces powtarzamy do wykończenia masy, dbając o to, żeby wlewać masę jajeczną pod zwinięty omlet, a także żeby zwijać zawsze z tej samej strony. Po usmażeniu (i zbrązowieniu, jeśli chcemy), wykładamy omlet na bambusową matę, zwijamy, nadajemy kształt (ten etap pominęłam). Zostawiamy tak na 5 minut. Po tym czasie kroimy w 6 - 8 kawałków. My jedliśmy go ze startą rzodkiewką i sosem sojowym ze świeżo startym imbirem. Pyszny pomysł na późne śniadanie. Może dla Waszej mamy? Przecież Dzień Mamy można świętować dłużej, niż przez jeden dzień... Wszystkiego dobrego wszystkim mamom. Szczególnie mojej :) Domowy peeling kawowy Jeżeli mierzyć siłę naszej kobiecości poprzez ilość czasu, poświęconego na "dbanie o siebie", o swoje ciało, jeśli nasz kobiecy pierwiastek popycha nas do smarowania, wklepywania, nacierania, masowania, pielęgnowania i malowania, to ja jestem włochatym neandertalczykiem z dużą ilością testosteronu. Z kosmetyków od lat mam kredkę do oczu i tusz, a także perfumy. Nie znoszę smarowania się balsamami, odżywkę do włosów kupuję tylko taką do spłukania, pytania kosmetyczek o kremy doprowadzają nas obie do apopleksji (yyy... Nivea?), a spa mnie bardziej nuży i męczy, niż relaksuje. Kiedy jednak koleżanka (cześć Magda!) opowiedziała mi o domowym peelingu z fusów po kawie, który działa cuda na cellulit, uznałam, że może jednak spróbuję. My pijamy kawę z ekspresu, więc ten peeling kosztował mnie tyle, co oliwka dla dzieci, której w dodatku używa się niewiele. Robimy to tak: - przez kilka dni/tygodni kawowe pozostałości z ekspresu odkładamy, a nie wyrzucamy - po czym mieszamy je z oliwką dla dzieci (lub spożywczą oliwą z oliwek, ale wówczas peeling zyskuje bardzo spożywczy zapach) w stosunku 2:1 czyli bierzemy 2 miarki fusów na każdą miarkę oliwki. Mieszamy. Używamy (czyli nacieramy i spłukujemy). Tak gładką skórę w dotyku miałam może 32 lata temu. Ale ten cholerny cellulit nie znikł w sposób magiczny. No nic. Efekt jest na tyle miły, że jeszcze popróbuję... Hodowla Kiedy w grzybowym sezonie triumfy święci jajecznica z kurkami, my zajadamy się jeszcze pyszniejszą jej wersją z boczniakami. Dziś właśnie ruszyła ich hodowla. Jedyne, czego do niej potrzeba, to ballot grzybni, trochę wilgotnego cienia i cierpliwość. U nas najtrudniej z tym ostatnim... Retro Tort Stefania dla mojej mamy Zbliża się Dzień Mamy. W prezencie mojej mamie chcę dać wycieczkę w przeszłość, do małej dziewczynki z kokardami, do spacerów z tatą do kawiarni Grand Hotelu, do feerii deserów i ciast. Do smaków babci Lodzi, do pierwszych własnych kroków we własnej kuchni, do domowego "ptasiego mleczka", do córeczki pomagającej w obieraniu fasolki, a nawet do sardynek, zamiast śledzi. Mamo, to jest przepis specjalnie dla Ciebie. Przepis i obłędnie słodki tort na Dzień Mamy. Prawdziwy tort Stefania, według przepisu z "Kuchni Polskiej". Kocham Cię, mamo. Do zrobienia tego klasycznego tortu potrzebujemy: na ciasto biszkoptowe: - 6 jaj (300 g) - 300 g cukru pudru - 300 g mąki pszennej - 10 g proszku do pieczenia - kilka kropel olejku migdałowego (lub 10 zmielonych gorzkich migdałów) - laska wanilii (lub ekwiwalent w ekstrakcie waniliowym) - 30 g masła do formy [ja zużyłam mniej] Jajka utrzeć z cukrem na puch, po czym stopniowo dosypywać przesianą mąkę, zmieszaną z proszkiem. Dodać zmielone migdały lub olejek i wanilię. Wszystko starannie utrzeć na pulchną masę. Dwa dna tortownicy [o średnicy 26 cm, choć ja użyłam takiej o średnicy 22 cm, tort po prostu był wyższy] nagrzać, posmarować masłem, ostudzić, włożyć trochę ciasta - cienko - i równo rozsmarować nożem. Ponieważ mam tylko jedną tortownicę o tej średnicy, podzieliłam przepis na dwa i robiłam ciasto na dwie tury, bałam się, że podejdzie mi wodą. Ciasto pieczemy w samym dnie tortownicy, bez obręczy, wówczas mamy pewność, że nie nałożyliśmy za dużo ciasta. Piec w gorącym (200 C) piekarniku na złoty kolor (6 - 10 minut). Zdejmować gorące krążki z dna tortownicy szerokim nożem [ten moment jest najtrudniejszy], układać równo na stolnicy. Proces powtarzać do czasu, aż skończy się ciasto. Z podanych proporcji otrzymuje się 6 - 8 krążków. na krem: - 60 - 80 g kakao i 1/8 l mleka LUB - 100 - 150 g czekolady [im bardziej gorzka, tym lepiej] - 5 jaj - 400 g cukru - 500 g margaryny lub masła - laska wanilii lub ekwiwalent w ekstrakcie - 1 kieliszek spirytusu - 1 kieliszek mocnej kawy Kakao zmieszać z mlekiem, zagotować ciągle mieszając (masa powinna być gęsta). LUB Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Jajka ubić z cukrem na parze na pulchną masę. Ostudzić (wkładając miskę do zimnej wody tak, aby ta nie zmieszała się z jajkami), ciągle ubijając. Margarynę lub masło utrzeć na puch, połączyć z masą jajeczną, dodać kakao lub czekoladę, wanilię, spirytus i kawę. Jeśli składniki na polewę nie są w identycznej temperaturze (na przykład jajka nie wystygły wystarczająco), masa może się nam zwarzyć. Nie panikujmy, tylko spróbujmy ją odratować: - możemy całą masę podgrzać na parze, aż grudki się rozbiją - masa będzie płynna, a potem dobrze ją schłodzić. - możemy dodać do masy po łyżeczce wrzątku (w tym przypadku, jeśli masa zwarzy się przed dodaniem czekolady, możemy dodać po prostu jeszcze gorącą czekoladę). - możemy ubić więcej (!) margaryny i dodać do niej po trochu zwarzoną masę. W tym przypadku jednak nie polecam, ta masa i tak jest tłusta. Zimne krążki przekładać masą, boki wyrównać. Tort schłodzić w lodówce. na polewę:- 100 - 120 g gorzkiej czekolady - 50 - 100 g masła Czekoladę z masłem skropić lekko wodą [ja tego nie zrobiłam], rozgrzać na patelni lub na parze, rozetrzeć szybko. Oblać tort, smarując nożem. Moja mama pamięta, że Stefania, nazywana też Stefanką, w Grand Hotelu była sprzedawana w prostokątach, nie w klasycznej tortowej formie. Możecie więc upiec blaty w prostokątnej blaszce. Dla mnie jednak tort, to tort :) Właściwie powinno się ten tort polecać w ramach diety. Nie da się go zjeść dużo, a potem bardzo, bardzo długo (a nawet dłużej) nie ma się ochoty na nic słodkiego... To jest ciasto, jakie się onegdaj podawało: słodkie, że aż mdłe, i bardzo maślane (a jednocześnie ma w sobie dużo z kogla-mogla). Ale też naprawdę pyszne... Smacznego! W parkocieniu krokietni: wytrawne ptysie z łososiem [wpis w równoważnikach zdań, inspirowany Jasieńskim] Piękny, ciepły, późno-wiosenny, a może wczesno-letni wieczór. Słońce jeszcze nie zaszło, jego promienie leniwie przesączają się przez liście. W ogrodzie stół, kwiaty, lampiony, świece, a w altanie zespół i parkiet do tańca. Kelnerzy roznoszą wino i musującego, zimnego szampana. Szmer rozmów (poezyjność? futuryzm?), śmiech dzieci, parasolki i ani pół komara. I amuses-bouches. Delikatne, drażniące podniebienie kąski. Nadgryzam ptysia z musem łososiowo-koperkowym, zamykam oczy. Prawie tam jestem... Przepis na ciasto ptysiowe z tego przepisu: - 1 szklanka (250 ml) wody - 125 g masła - 1 szklanka (250 ml) mąki pszennej - szczypta soli - 4 jajka Wodę z masłem i solą zagotowujemy w garnku z grubym dnem. Kiedy masło jest już rozpuszczone, a woda wrze, zmniejszamy ogień i wsypujemy mąkę, mieszając intensywnie drewnianym tłuczkiem. Mieszamy nad ogniem do czasu, kiedy ciasto robi się szkliste i łatwo odchodzi od garnka. Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. Ten etap jest kluczowy. Jeśli wbijemy jajka do ciasta zbyt szybko, ptysie nam opadną (próbowałam). Kiedy ciasto jest całkowicie ostygnięte, wbijamy po jednym jajku, mieszając (najpierw tłuczkiem, później możemy uruchomić mikser z końcówkami do ciasta), do uzyskania kremowej konsystencji ciasta, które będzie zachowywać swój kształt. Nagrzewamy piekarnik do 200 C. Ciasto wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia - szprycą, lub łyżką. W przypadku małych ptysi koktajlowych jeszcze lepiej jest użyć łyżeczki. Między kulkami z ciasta zostawiamy odstępy, ptysie bardzo urosną. Pieczemy 20 - 30 minut (w zależności od piekarnika), nie otwieramy drzwiczek podczas pieczenia. Po upłynięciu czasu pieczenia uchylamy drzwiczki i pozwalamy ptysiom stygnąć (co najmniej 10 minut) jeszcze w piekarniku. Kiedy całkiem wystygną, nadziewamy. Możemy je przekroić nożem i nadziewać łyżeczką, lub zrobić niewielki otworek i do nadziewania użyć szprycy. Mus łososiowo-koperkowy: - 300 g serka homogenizowanego, lub śmietankowego (lub mascarpone) - szklanka (250 ml) śmietany kremówki 30% - 100 - 150 g wędzonego łososia - sok z połowy cytryny - sól, pieprz do smaku - niewielki pęczek koperku Łososia i 3/4 koperku siekamy drobno, mieszamy z serkiem, przyprawami i sokiem z cytryny (możemy do tego celu wykorzystać blender lub malakser, wtedy nasz mus będzie miał gładszą konsystencję). Zimną śmietanę ubijamy na sztywno, delikatnie mieszamy z masą serową. Nadziewamy, dekorując pozostałym koperkiem. Smacznego! Sezon na rabarbar: wołowina Kiedy zakładałam tego bloga byłam przekonana, że będzie się składał głównie z ciast, ciasteczek i deserów, bo przecież fascynuje mnie pieczenie, ta współczesna forma alchemii... Prawda jest jednak taka, że w pieczeniu najczęściej prowadzi mnie Dorota i nie widzę powodu, by publikować tu cienie oryginału. Drugą prawdą jest to, że w cukiernictwie dokładny przepis jest jednak niezbędny, a ja się łapię post factum, że coś znów zmierzyłam "na oko"... Jakieś ciasta tu w końcu trafią, ale jeszcze nie teraz. W związku z powyższym postanowiłam kreatywnie wykorzystać obecność rabarbaru w lodówce. Zapraszam więc na wołowinę w sosie rabarbarowo-jabłkowym. Potrzebujemy: - 500 g wołowiny na gulasz lub bigos (goleń, pręga lub łata będą najlepsze) - 1 cebuli - 4 sporych ząbków czosnku - rabarbaru i jabłka (najlepiej odmiany do gotowania) - tyle, żeby łączna ich waga wynosiła 450 - 500 g, sami wybieramy, czy wolimy słodsze (więcej jabłka), czy bardziej kwaśne (więcej rabarbaru) danie - łyżeczki mielonego cynamonu - 2 ziaren jałowca - garści rodzynek - łyżki czerwonego wina lub czerwonego octu winnego - szklanki bulionu cielęcego, wołowego lub warzywnego - soli, pieprzu, cukru - do smaku - oliwy do smażenia Cebulę kroimy w kostkę, a czosnek rozgniatamy nożem. Oba obsmażamy na oliwie z solą i pieprzem. Kiedy cebula jest już szklista, dodajemy pokrojoną w kostkę wołowinę, którą równo obsmażamy. Obsmażoną wołowinę zalewamy łyżką wina i szklanką bulionu, dodajemy obrane rabarbar i jabłko, również pokrojone w kostkę, a także cynamon i zmiażdżony w moździerzu jałowiec. Zmniejszamy ogień i dusimy danie pod przykryciem, mieszając, aż jabłko i rabarbar się rozpadną. Wówczas odkrywamy, dodajemy rodzynki i doprawiamy solą, pieprzem i cukrem do smaku, po czym pozwalamy całości się zredukować. Podajemy z ryżem. Może nie najpiękniejsze, ale bardzo pyszne słodko-kwaśne danie - polecam! Smacznego! Obiad niedzielny: golonka w piwie Tak, no wiem, mieliśmy jeść lżej. Więcej sałatek, więcej świeżych warzyw, mniej tłuszczu, mniej cukru, mniej węglowodanów. No mieliśmy. I właściwie się staramy. Naprawdę! Tylko, że mama Mięsożercy pokazała mu ostatnio nową jatkę na bazarze. I tam była taka zgrabna goloneczka... Na niedzielny obiad, Mięsożerca poleca golonkę duszoną w piwie, podpiekaną w piecu. Zrobił to tak: Wziął 1,4 kg świeżej golonki z małą kostką. Golonkę umył, osuszył, skórę ponacinał w kratkę. Do namaszczenia użył: - grubej morskiej soli: 2 łyżeczki - goździków: 10 sztuk - czarnego mielonego pieprzu: 1 łyżeczka - suszonego rozmarynu: 1 łyżeczka - takiegoż majeranku: 1 łyżeczka - świeżego czosnku: 5 ząbków, posiekanych - korzenia imbiru: 2,5 cm Wszystko wymieszał, natarł powstałą masą golonkę, odstawił na 3 godziny (można dłużej, na przykład zostawić na 12 - 24 godziny w lodówce). Teraz wyjął z lodówki: - olej do smażenia - ciemne, lekkie piwo - 0,5 l a z szafki: - liście laurowe: 3 - ziele angielskie: 4 Postawił żeliwną brytfankę na gazie, rozgrzał w niej olej. Obsmażył golonkę ze wszystkich stron (zaczynając od najgrubszej skóry), a gdy była już rumiana i pachnąca, zalał piwem, wrzucił ziele i liście. Kiedy piwo się zagotowało przykrył i dusił 2 godziny na małym ogniu, od czasu do czasu sprawdzając ilość płynu. W międzyczasie zrobił glazurę z: - miodu: 1 łyżka - pasty z ostrej papryki: 1 łyżka i rozgrzał piekarnik z blaszką w środku do 180 C. Przełożył mięso z brytfanki na blaszkę, zalał glazurą, wsadził do piekarnika na 1 godzinę. Pozostały w brytfance sos zredukował - ten okazał się w efekcie bardzo słony (można by było temu zaradzić gotując w nim pół ziemniaka), ale używany w niewielkich ilościach idealnie podkreślał smak mięsa! Do pożarcia z chlebem, pieczonymi ziemniakami lub kaszą (może być gryczana, może być pęczak). I michą sałatki, żeby mieć choć złudzenie, że odżywiamy się zdrowo... Smacznego!
Czas przygotowania: 1 godzina Czas pieczenia ptysi: 28 minut Liczba porcji: 14 sztuk Kaloryczność kcal: 280 w 1 ptysiu Dieta:wegetariańska 1 szklanka mąki z czubem - 190 gramówniecałe 3/4 kostki masła - 130 g1 szklanka wody - 250 ml4 średnie jajka 1 szklanka śmietanki kremówki 30 %1 szklanka śmietanki kremówki 36 %6 pełnych łyżek cukru pudru - 100 g Ptysie Szklanka ma u mnie pojemność 250 ml. Jajka wyjmij wcześniej z lodówki a śmietanki kremówki umieść w lodówce, by się dobrze schłodziły. Możesz od razu wymieszać szklankę śmietanki 30 % i 36 % w jednym, wysokim naczyniu i umieścić w lodówce. Do zrobienia ptysi potrzebujesz również: średniej wielkości garnek; drewniana łyżka; mikser ręczny; rękaw do wyciskania i tylka z większym otworem np. nr 6B - Wilton; arkusz papieru do pieczenia. Kalorie policzone zostały na podstawie użytych przeze mnie składników. Jest to więc orientacyjna ilość kalorii, ponieważ Twoje składniki mogą mieć inną ilość kalorii niż te, których użyłam ja. Podczas liczenia kalorii nie uwzględniłam tylko odrobiny cukru pudru, którym oprószyłam gotowe ptysie. Z podanej ilości składników wyszło mi 14 trochę większych niż średniej wielkości ptysi. Ptysie to przepis, który jest bardzo często omijany szerokim łukiem.. A to dlatego, że wiele osób uważa, że jest to trudny do zrobienia deser. Absolutnie się z tym nie zgadzam i super gorąco zachęcam Was do tego, by upiec ptysie w domu. Krok po kroku opisuję jak je zrobić, zatem bez obaw zaczynajmy! Ptysie przepis Zacznij od ciasta na ptysie. To takie samo ciasto, jak do karpatki, którą znajdziesz na moim blogu. Potrzebujesz 190 gramów mąki pszennej np. tortowej. Polecam zważyć mąkę. Jeśli nie masz wagi, to będzie to mniej więcej pełna szklanka mąki z tzw. wystającym "czubem". Przygotuj sobie też cztery, średniej wielkości jajka, niecałe 3/4 kostki masła (prawdziwe masło sprzedawane w kostce o wadze 200 gramów), czyli 130 gramów masła. Jeszcze tylko jedna szklanka wody, czyli równo 250 ml zwykłej, letniej wody. Porada: Do mąki możesz też dodać szczyptę soli. Niektórzy pytają się czasem, czy można też dodać pół łyżeczki proszku do pieczenia.. Tak, ale nie jest to absolutnie konieczne. Do garnka wlej szklankę wody. Dodaj 130 gramów masła. Całość podgrzewaj, aż masło się rozpuści a woda z masłem zacznie się gotować. Naczynie zdejmij na chwilę z palnika i wsyp do garnka całą mąkę. Od razu zacznij energicznie mieszać całość drewnianą łyżką lub rózga kuchenną. Masa bardzo ładnie się złączy i nie robi grudek. Naczynie postaw ponownie na palniku ustawionym na bardzo małej mocy i mieszaj całość około jednej minuty, aż masa zacznie sama ładnie odchodzić od ścianek naczynia. Garnek zdejmij z palnika i odstaw do przestudzenia. Masę przekładam do wygodniejszej, metalowej miski. W takiej misce łatwiej jest łączyć ciasto z jajkami. Gdy ciasto jest już całkiem przestudzone (może być jeszcze lekko ciepłe) zacznij dodawać jajka. Najpierw wbij jedno jajko i od razu zacznij ucierać ciasto. Możesz to zrobić przy pomocy miksera lub też przy użyciu rózgi, czy drewnianej łyżki. Do masy możesz dodać kolejne jajko, tylko wtedy, gdy poprzednie idealnie wmieszało się w ciasto. Na zdjęciu poniżej widać prawidłowo wymieszane z jajkiem ciasto. W ten sposób wmieszaj w ciasto wszystkie jajka. Warto wiedzieć, że gotowe ciasto ptysiowe nie musi być od razu pieczone. Najważniejsze jest to, by ciasto nie było ciepłe w momencie umieszczania go w piecu. Ciepłe ciasto ptysiowe może wówczas wyrosnąć a następnie opaść podczas wyjmowania ptysi z piekarnika. Zatem lepiej jest poczekać, aż ciasto będzie "zimne" (nie umieszczaj go jednak w lodówce) i dopiero wyciskać bezy. Przygotuj sobie dużą blaszkę do pieczenia. Na blaszkę wyłóż sprawdzony arkusz papieru do pieczenia (do gorszej jakości papieru ptysie mogą się przykleić. Polecam zatem dodatkowo posmarować papier cieniutką warstwą oleju. Jego nadmiar zdejmij przy pomocy ręcznika papierowego). Ptysie można też wyciskać bezpośrednio na natłuszczoną blaszkę. Zacznij nagrzewać piekarnik. Ustaw 200 stopni z pieczeniem góra/dół. Ciasto ptysiowe przełóż łyżką do jednorazowego rękawa cukierniczego z odcinaną końcówką (odcinaj końcówkę do średnicy 1 cm) lub do rękawa na tylki. Ja użyłam rękawa do wielokrotnego użytku oraz tylki marki Wilton o numerze 6B. Ciasto ptysiowe wyciskaj na natłuszczony papier lub blaszkę. Formuj gniazdka o średnicy około 4 - 4,5 cm. Miedzy ptysiami zachowaj odstępy, ponieważ ciasto podczas pieczenia bardzo mocno wyrasta. Jeśli na jednej blaszce nie zmieściły Ci się wszystkie ptysie (tak jak u mnie), to nie wyciskaj reszty, póki nie upieką się te pierwsze. Trzymaj ciasto ptysiowe w rękawie i dopiero po wyjęciu pierwszej partii, wyciśnij i piecz drugą porcję. Formę z ptysiami umieść na środkowej półce w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Jeśli masz małą komorę piekarnika, to ustaw 190 stopni. Opcja pieczenia: góra/dół. Ptysie piecz tak przez 25-30 minut. Po tym czasie powinny pięknie wyrosnąć i zarumienić się. Nie można otwierać drzwi piekarnika w trakcie pieczenia, ponieważ ptysie opadną. Drzwi piekarnika uchyl dopiero po upieczeniu ptysi. Masz mieć pewność, że są wystarczająco wyrośnięte i rumiane. Na zdjęciu poniżej widać upieczone już ptysie czekające na przekrojenie i nałożenie słodkiego kremu :) Porada: Jeśli zdarzy się tak, że Twoje ptysie opadną po upieczeniu, to nie martw się. Nie znaczy to, że nie są dopieczone. Nie będą tak ładnie się prezentować, ale będą tak samo smaczne. Upieczone ptysie odłóż na kratkę do przestudzenia i przygotuj krem śmietankowy. Przygotuj sobie 250 ml śmietanki kremówki 30 % oraz tyle samo śmietanki 36 %. Używam tutaj mieszanki śmietanki kremówki 30 % i 36 %. To dla mnie idealne połączanie, ponieważ śmietanka słodka 30 % ubija mi się dość długo nawet wtedy, gdy jest mocno schłodzona. Za to śmietanka 36 % ubija się błyskawicznie i czasem zdarza się, że ubiję ją o kilka sekund za długo i w kilka chwil zaczyna się z niej robić masło. Gdy zaś daję mieszankę śmietanki mniej i bardziej tłustej, to wychodzi mi idealna bita śmietana. Naczynie ze schłodzoną śmietanką polecam dodatkowo umieścić na 20-30 minut w zamrażalniku. Im lepiej schłodzona śmietanka, tym szybciej i łatwiej się ubija. Możesz też w zamrażalniku umieścić mieszadła miksera. Mocne chłodzenie śmietanki jest bardzo ważne, szczególnie w upalne dni. Dobrze schłodzoną śmietankę wyjmij z zamrażalnika i natychmiast zacznij ubijać mikserem na najwyższych obrotach. Sugeruję wysokie naczynie, ponieważ z początku śmietanka jest rzadka i może chlapać po kuchni :) Śmietankę ubijaj tak tylko do momentu, gdy zrobi się lekko gęsta. Dodaj wówczas sześć łyżek cukru pudru i ubijaj śmietankę jeszcze chwilę, aż będzie idealnie kremowa i napuszona. Może to trwać nie dłużej niż minutę. Uważaj, by nie ubijać jej za długo, ponieważ śmietanka może się zacząć warzyć i rozwarstwiać na maślankę i masło. To jak szybko uzyskasz idealną bitą śmietanę zależy od tłustości śmietanki, jej stopnia schłodzenia i mocy miksera. Bitą śmietanę możesz przełożyć do tego samego rękawa z tylką, którym wyciskanie były ptysie. Musisz tylko bardzo dokładnie umyć i osuszyć rękaw i tylkę. Każdego ptysia przekrój w poprzek na pół. Na dolną część ptysia wciskaj krem śmietanowy a następnie delikatnie przykryj go górą ptysia. Gotowe do jedzenia ptysie możesz przed podaniem oprószyć cukrem pudrem. Ptysie na słodko możesz też wypełnić innym kremem. Polecam krem budyniowy z mojego przepisu. Bardzo dobry będzie też krem kawowy dla miłośników kawy. Wówczas gotowe ptysie polecam oprószyć mieszanką cukru pudru i kakao. Jakie ptysie wolisz.. na słodko, czy na wytrawnie? Smacznego!
Składniki Mąka Masło Jajko Mleko Woda Cukier Sól Proszek do pieczenia Mąka pszenna Mąka ziemniaczana Żółtko Wykonanie Oj, jak ja je dawno robiłam, a teraz gdy spoglądam na zdjęcia, to mam ochotę zrobić kolejne. To moje ulubione małe słodkości, zresztą nie tylko moje. W domu wszyscy bardzo je lubimy i to jest właśnie powód tego, że nie robię ich zbyt często, bo wiadomo, dupka na ptysie:1 szklanka mąki100g masła4 jajka1/2 szklanki mleka1/2 szklanki wody1 łyżka cukruszczypta soli1/3 łyżeczki proszku do pieczeniaSkładniki na krem:700 ml mleka 3,2%3/4 szklanki cukru3 łyżki mąki pszennej3 łyżki mąki ziemniaczanej2 żółtka200 g masłaSposób przygotowania:Wodę z mlekiem i masłem zagotować w rondelku, dodać mąkę i sól. Mieszać drewnianą łyżką, aż ciasto będzie błyszczące i zacznie odchodzić od ścianek. Zdjać z ognia i jajka i połączyć w całość za pomocą miksera. Przełożyć do rękawa cukierniczego. Blachę do piczenia wyłożyć papierem i wycisnąć na nią szprycą okrągłe kopczyki, zachowujac kilkucentymetrowa odległość. Piec w temperaturze 200 st. C przez około 25 minut, aż będą rozprowadzić z częścią mleka. Pozostałe mleko zagotować z cukrem, wlać do niego rozrobioną w mleku mąkę. Zagotować i misce utrzeć masło z cukrem pudrem i żółtkami. Na koniec łyżką dodawać przestudzony budyń. Połączyć wszystko za pomocą miksera w jednolitą, puszystą poprzecinać ostrym nożem na pół, masę przełożyć do szprycy i napełnić nim nasze słodkości Przykryć wierzchnią warstwą i posypać cukrem pudrem. Smacznego. Źródło:
skarpetki z przepisem na ptysie